Motyw na październik: początki i końce
Moja wrześniowa aktywność odbiegała dość znacznie od tego, co sobie początkowo założyłam (cóż za wyszukany eufemizm, Magdaleno!). Ale to już za mną. Wyciągam wnioski i idę dalej. Mamy nowy miesiąc i całe mnóstwo nowych szans. Pod koniec września miałam wiele przemyśleń odnośnie do tego, co dalej z moją aktywnością w social mediach i na blogu. I wiem jedno – nie będę już robić nic na siłę. O książkach nadal chciałabym pisać, ale na moich warunkach. Jeśli ktoś jest gotowy poczekać kilka tygodni na rzetelną recenzję, to ją dostanie. To blog będzie podstawą mojej (raczej znikomej) działalności w sieci, nie Instagram i Facebook. Gdyby nie to, że wkręciłam się w tworzenie rolek, pewnie zupełnie zrezygnowałabym z tych mediów, bo trendy dotyczące promocji literatury, które tam obserwuję, zupełnie ze mną nie rezonują.
Niewygodne zmiany
Ten październik jest dla mnie wyjątkowy. To czas zakończenia pewnych spraw, ale też mocny powiew nowej energii. Zawodowo niby niewiele się zmieniło, ale tak naprawdę zmieniło się dużo. Jakiś etap przeszedł do historii, by dać miejsce czemuś nowemu. Jestem zmotywowana, pełna zapału i wreszcie trochę spokojniejsza. Ale też mocno dotarło do mnie, że początek czegoś nowego zawsze wiąże się z jakąś stratą. Każdy początek jest jednocześnie końcem. Nie da się zacząć nowego etapu bez pożegnania dawnych porządków. Może było nam wcześniej miło i wygodnie, a zmiany, które już się dzieją, wywołują dyskomfort, ale panta rhei – zmiany są nieodłączną częścią życia.
Właściwy czas i miejsce
Lubię czasem spojrzeć wstecz i przyjrzeć się temu, jak pewne decyzje, czasem podejmowane bardzo spontanicznie, uruchomiły różne sploty wydarzeń, by doprowadzić mnie do miejsca, gdzie teraz jestem. [W tym miejscu miało być dużo prywaty, ale stwierdziłam, że jednak zachowam to dla siebie.] Z perspektywy 37 lat życia wiem, że nie ma przypadków. Nawet jeśli w danym momencie nam coś nie wyjdzie, nie jest powiedziane, że nie uda nam się to za 10 lat, tylko w innych, o wiele bardziej korzystnych okolicznościach. Niektóre rzeczy po prostu potrzebują czasu. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas.
Więcej działania, mniej zapowiadania
Widzę też, że nie zawsze dobrze jest mówić głośno o swoich planach (vide motyw na poprzedni miesiąc), bo kiedy nie wyjdzie, wstydzisz się nie tylko sama przed sobą, ale też przed większym gronem osób. Lepiej jest po prostu robić, niż opowiadać o swoich planach. Może stąd to opóźnienie w tym miesiącu. Po prostu żyję, płynę z prądem, daję się ponieść biegowi wydarzeń, bez większych planów i wygórowanych oczekiwań. Robię swoje i wierzę, że reszta po prostu sama się ułoży.
Życie poza internetem
Byłam już bliska podjęcia decyzji o zamknięciu tej strony. I nie chodzi tylko o koszty prowadzenia bloga, ale o wypalenie. Z jednej strony szkoda mi tych kilku lat pracy, setek godzin spędzonych nad książkami i klawiaturą, pewnej pozycji, jaką sobie wypracowałam wśród recenzentów. Wiem jak bardzo pomagała mi świadomość, że mam ten kawałek swojego miejsca w internecie, kiedy zawodowo nie miałam innych zajęć, a to była odskocznia od codzienności. Ale jest też druga strona medalu – życie offline. Ten skrawek doby, jaki zostaje mi na życie prywatne chcę spędzać z bliskimi, otaczając się tym, co w danym momencie życia najmocniej mnie kręci. Aktualnie pisanie zeszło na dalszy plan. Górę wzięło gotowanie, robienie przetworów, czytanie, prace ogrodowo-warzywnikowe. Czasem dla równowagi wpadnie jakiś serial. Chcę być jak najbardziej obecna tu i teraz, dla tych, którzy są dla mnie najważniejsi, a nie dla jakichś przypadkowych ludzi w internecie.
Skąd to wypalenie?
Wyobraźcie sobie jak to wygląda z mojej strony – spędzam kilka godzin na czytaniu książki, dwie, czasem i trzy godziny na pisaniu rzeczowej recenzji, którą potem przeczyta 200 osób… A tymczasem nic nie wnoszące filmiki bookstagramerów, którzy być może danej powieści na oczy nie widzieli, ale wrzucili w AI grafikę z okładką i hasłami podanymi przez wydawnictwo, zmontowali z tego 15-sekundową, kompletnie pozbawioną sensu rolkę, mają tysiące wyświetleń, komentarzy i lajków. I gdzie tu sprawiedliwość? Też mogłabym robić takie rolki. Tylko po co?
Dobra, koniec tych żalów, pora na jakieś początki.


