Fikus – nie tak trudny, jak mówią

Fikusy podobały mi się od kiedy pamiętam. To znaczy mam na myśli popularne i często spotykane w wielu domach, urzędach czy hotelach figowce benjamina, zwane jednak częściej fikusami. Na pewno kojarzycie te roślinki, a wielu z was być może ma taki okaz w swoich domach czy mieszkaniach. Fikusa chciałam mieć jeszcze zanim na dobre odkryłam w sobie zamiłowanie do roślin doniczkowych. Ale w tamtych czasach nawet nie miałam pojęcia gdzie mogę takiego fikusa kupić. Te w sklepach ogrodniczych były sporych rozmiarów, a ich ceny przekraczały moje ówczesne możliwości finansowe.

Wreszcie szczepkę fikusa pozyskałam nielegalnie na jednej z klatek schodowych pewnego krakowskiego osiedla. Ale od razu mówię, że macierzystej roślinie wcale to nie zaszkodziło, bo była wspaniale rozrośnięta i miała dobrze ponad półtora metra wysokości. A i tak obawiam się, że skończyła na śmietniku, bo po jakimś czasie zniknęła z klatki, a nie sądzę, że ktoś taki wielki okaz trzymał w mieszkaniu. Jeśli dobrze liczę mój fikus ma już jakieś pięć lat. Sadzonka dość długo się ukorzeniała, ale w końcu się udało i dziś mój wymarzony fikus prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej.

fikus wyhodowany ze szczepki
Wiosną go trochę poprzycinam, bo za bardzo się rozrósł na boki

Nie przycinałam go w żaden sposób (poza przypadkowym przycięciem kilku listków szufladą komody, obok której doniczka z fikusem stoi). Rośnie trochę na dziko i wiem, że nie ma może ładnego kształtu, ale ja go lubię takim, jaki jest. Nic nie daje takiej satysfakcji jak wyhodowanie roślinki praktycznie od zera. A fikusa wyhodowałam jeszcze w czasach, gdy większość roślin doniczkowych, jakie miałam pod swoją opieką szybko kończyła swój żywot.

Kapryśny jak fikus

Mówią, że fikusy są kapryśne, wymagające, że nagle im coś odwali i potrafią zrzucić wszystkie liście. Często dzieje się tak podobno, kiedy zmieniamy lokalizację doniczki. Mój fikus do tej pory nie zrobił mi jeszcze takiego numeru. Owszem, czasem zrzuci listek, albo dwa, ale jakichś spektakularnych zrzutów w jego historii nie było. Pamiętam też ledwie żywego fikusa w urzędzie, gdzie przez jakiś czas pracowałam. Biedny kwiatek nie miał już prawie liści, był skrajnie przesuszony. Zrobiło mi się go żal, więc od kiedy zawitałam do pokoju numer 2, zaczęłam regularnie owego fikusa podlewać, przestawiłam w bardziej korzystne dla niego miejsce. Wkrótce wypuścił mnóstwo nowych liści i rósł tak pięknie, że miałam ochotę zabrać go do domu 😉

Co lubią fikusy?

Fikusy lubią zraszanie. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dobrze jest więc fikusowi raz na jakiś czas zrobić prysznic. Jeśli chodzi o podlewanie fikusa to wystarczy robić to raz w tygodniu. Jak w przypadku większości roślin przelewanie im nie służy. Fikusy lubią półcień. Lepiej nie wystawiać ich na bezpośrednie działanie promieni słonecznych, gdyż ich liście mogą zżółknąć. Na zbyt małą ilość światła figowce mogą reagować zrzucaniem liści, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że musiałaby to być naprawdę małą ilość światła, bo mój okaz przez jakiś czas stał w dość ciemnym miejscu, a mimo to ładnie rósł.

białe kropka na liściu figowca
To nie wełnowiec. To wosk. I jakiś przyczepiony do niego kłaczek.

Co trzeba wiedzieć o fikusach?

Większość fikusów, w tym także benjamina , w wyniku uszkodzenia liści lub gałęzi wydziela biały sok, który jest toksyczny i może wywoływać podrażnienia skóry. W świetle tego faktu odłamywanie fikusowych gałązek bez rękawiczek to dość ryzykowna zabawa 😉 I druga ważna rzecz, o której dowiedziałam się w trakcie robienia zdjęć do tego wpisu, to białe kropki od spodu przy nasadzie liści. Kiedy je zlokalizowałam na moim fikusie zrobiło mi się słabo. Miałam już wizję wełnowców zjadających całą moją roślinną kolekcję. Zastanawiałam się, gdzie odizoluję zainfekowane kwiaty, czym będę przemywać liście. Jednym słowem znów uaktywniło się moje czarnowidztwo. Ale na wszelki wypadek postanowiłam zapytać mądrych ludzi na mojej „kwiatowej” grupie i bardzo szybko dostałam odpowiedź, że te kropki to nic złego i to zupełnie normalne. Fikusy mają błyszczące, jakby nawoskowane liście i to po prostu kropelki tego wosku (a konkretnie lateksu). To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ciągle jeszcze mało wiem o roślinkach doniczkowych i bardzo chcę tę wiedzę pogłębiać, żeby później móc się nią tutaj dzielić. Mam nadzieję, że dzięki tym „parapetowym” wpisom ktoś z moich czytelników odkryje w sobie roślinną pasję. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o