Lepiej być może

Magda Kardyś
naturalna pielegnacja roslin
Parapet

Bądź jak babcia! Czyli o minimalistycznej pielęgnacji roślin

Każdy, kto interesuje się roślinami, na pewno zwrócił uwagę na fakt, że najbiedniejsze, najmarniejsze kwiaty, jakie trafią w ręce babci, nagle zaczynają rosnąć zupełnie innym życiem. A kiedy zapytasz babcię, co takiego z tą rośliną robi, że rośnie ona tak wspaniale, zazwyczaj okazuje się, że tylko ją podlewa. Bo u babci kwiaty nierzadko rosną w ziemi z ogrodu, w doniczkach bez odpływu, podlewane raz na tydzień. Podczas gdy Ty, samozwańcza królowo domowej dżungli  przekopujesz internet w poszukiwaniu ratunku dla swojej kalatei, złościsz się, gdy fikus od roku nie wypuścił nowego liścia, a monstera mimo zapewnienia jej idealnych warunków uparcie rodzi całe liście, zamiast dziurawych. Na nic biohumusy, seramisy, keramzyty, nawilżacze i specjalne lampy doświetlające. Twoje rośliny ledwo zipią i daleko im do tych babcinych okazów. Dlaczego tak się dzieje?

Dokąd zmierza roślinomaniactwo?

Pandemia sprawiła, że nagle znaczna część naszego społeczeństwa zapragnęła zapełnić swoje mieszkania roślinnym asortymentem z popularnych marketów czy sklepów internetowych. Oczywiście nie ma w tym niczego złego, o ile do sprawy podchodzi się z głową. Tymczasem coraz częściej obserwuję na licznych roślinnych grupach, do których należę, że wielu osobom brakuje umiaru w tym roślinomaniactwie. Kupują, co tylko wpadnie im w ręce, nie zastanawiając się, jakie dana roślina ma wymagania i czy będą w stanie zapewnić jej odpowiednie warunki do wzrostu. Idą na ilość, a potem jest lament, bo rośliny nie przeżyły. I ze 120 zakupionych okazów po trzech miesiącach została raptem połowa. Babcie tak nie robią 😉 Im dłużej siedzę w roślinnym temacie, tym wyraźniej widzę, że rośliny wcale nie lubią nadmiaru troski. Zbyt dużo zabiegów pielęgnacyjnych i odżywek może wręcz działać na ich szkodę. Najlepiej po prostu… pozwolić im rosnąć.

Czy mówienie do roślin działa?

Można sobie z tego żartować, ale czy próbowałaś kiedyś mówić do swoich roślin? Na pewno niejedna babcia przyznałaby, że regularnie rozmawia ze swoimi paprotkami, a one rosną jak szalone. Znacie na pewno historię o szklance wody, do której mówiło się miłe, albo niemiłe słowa. Jestem przekonana, że z każdym żywym organizmem, także z roślinami, jest podobnie. Choć niektóre są dość oporne i leniwie reagują na Twoje czułe słówka, to na pewno znajdą się takie, z którymi znajdziesz wspólny język. W przypadku niektórych gatunków czasem działają groźby. U mnie było tak z caladiami. Najpierw prosiłam, potem groziłam i ostatecznie z czterech cebulek aż trzy zdecydowały się wypuścić liście. Choć dwóm zajęło to o wiele więcej czasu, niż zakładałam. Cierpliwość to kolejna cecha, która przydaje się w kontaktach z roślinami.

Czy kradzione lepiej rośnie?

W całym swoim życiu raz zwinęłam kawałek gałązki do ukorzenienia bez wiedzy właściciela rośliny. I trzeba przyznać, że tak zdobyty fikus rośnie całkiem nieźle. Jednak był to pojedynczy wybryk i zdecydowanie wolę pozyskiwać rośliny legalnymi sposobami, tj. drogą kupna lub wymiany, ewentualnie wyżebrać jakąś szczepkę od znajomych czy kogoś z rodziny. Żyjemy w czasach, w których rośliny możemy kupić idąc do sklepu po bułki. Nasze babcie nie miały tyle szczęścia. Kilka dekad temu normą było dzielenie się roślinami z sąsiadkami czy koleżankami, a często odbywało się to na zasadzie ty nie patrz, a ja sobie podkradnę fragmencik, czyli niby legalnie, bo za zgodą posiadacza rośliny, ale jednak za jego plecami, bo skądś się wzięło powiedzenie, że kradzione lepiej rośnie. Czy tak rzeczywiście jest? Trzeba by spytać tych, którzy to rzeczywiście praktykują. Ja mimo wszystko namawiam do legalnego pozyskiwania roślin, zwłaszcza iż popularne gatunki są dostępne w takich cenach, że większa część społeczeństwa może sobie bez problemu pozwolić na ich zakup. A jeśli masz możliwość zdobycia sadzonki od znajomego, to dlaczego z tego nie skorzystać? Możesz się śmiać, ale najlepiej rosną mi właśnie te rośliny, których fragmentami podzieliłam się z kimś bliskim.

Babcine triki

Wiesz, droga roślinoholiczko, dlaczego rośliny u babci rosną lepiej? Mam na to swoje teorie. Otóż po pierwsze nasze babcie nigdy nie miały setek roślin. Zazwyczaj jest to kilka, czasem kilkanaście sztuk. Ustawionych w jasnych miejscach domu, najczęściej na parapetach, no bo przecież zdecydowana większość roślin potrzebuje do wzrostu jasnego stanowiska. Podlewanie raz na tydzień, letnią porą nieco częściej. Obcinanie suchych liści, od czasu do czasu przetarcie rośliny z kurzu, czasem jakiś nawóz domowej roboty, taki jak pokruszone skorupki z jajek czy fusy z kawy. To z grubsza wszystkie zabiegi, jakie fundują roślinom doniczkowym nasze babcie. Niby żadna filozofia, ale kiedy masz kilkadziesiąt czy kilkaset roślin, musisz chyba porzucić pracę, żeby móc o wszystkie odpowiednio zadbać. A jeśli masz w swojej kolekcji gatunki, które trzeba podlewać zdecydowanie częściej niż raz w tygodniu to… nie lamentuj potem, że Twoje rośliny padają. I módl się, żeby nie odwiedził Cię przędziorek z rodziną, tudzież kolonia wełnowców. Sama miałam niedawno nalot mszyc, ale dzięki regularnym przeglądom roślinnego dobytku, w porę zadziałałam i pożegnałam nieproszonych gości.

Co za dużo to niezdrowo

Widziałaś kiedyś u swojej babci nawilżacz powietrza ustawiony obok paproci? Bo ja nie. Babcia nie miała też specjalnych lamp doświetlających ani fachowej literatury traktującej o pielęgnacji roślin doniczkowych. Ale u babci wszystkie rośliny świetnie rosną. A wiesz dlaczego? A przyjrzyj się jakież to rośliny zazwyczaj można spotkać u takiej typowej babci. Paprotka, bluszcz, hoja, monstera, juka, sansewieria, czasem dieffenbachia, pieniążek, geranium, aloes, jakaś odmiana begonii, epipremnum złociste, fikus benjamina, dracena, fiołek afrykański. To takie podstawowe, niezbyt wymagające rośliny (no, może poza paprocią). U typowej babci próżno szukać kolekcjonerskich filodendronów, rzadkich gatunków z wariegacją  itp. wymagających specjalnego traktowania roślin. Może więc to jest kluczem do sukcesu? Nie szukać oryginalności na siłę, wszak i te wymienione nieco wyżej gatunki są pięknymi roślinami, których uprawa może przynieść mnóstwo radości. Zajmowanie się roślinami ma sprawiać przyjemność, a nie być powodem złości i frustracji. I na koniec jeszcze raz powtórzę – jakość a nie ilość – to najbardziej liczy się w roślinnym hobby. Nasze babcie o tym doskonale wiedzą, więc bierzmy z nich przykład.

5 1 głosuj
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze

0
Skomentujx
()
x