Guillaume Musso „Apartament w Paryżu” – recenzja

„Apartament w Paryżu” to ten typ książki, gdzie akcja długo się rozkręca i czytelnik w trakcie lektury niejednokrotnie rozważa porzucenie mało emocjonującego dzieła. Dokładnie takie odczucia miałam w trakcie czytania tej powieści. Bo najpierw długaśne opisy jak to główni bohaterowie – Madeline Green – była policjantka i Gaspard Coutances – pisarz-samotnik, na skutek zbiegu okoliczności docierają do wynajętego w Paryżu mieszkania (już po kilku stronach domyśliłam się, że zamieszkają w tym samym miejscu), potem jakoś cała akcja bardzo wolno się rozkręca. I tak naprawdę dopiero ostanie kilkadziesiąt stron czytałam z zapartym tchem i myślą gdzieś z tyłu głowy, że nie zasnę, dopóki nie dowiem się, jak się cała historia skończyła.

„Apartament w Paryżu” nie dla każdego

„Apartament w Paryżu” to pierwsza książka Guillaume Musso, jaką przeczytałam. I trzeba przyznać rację krytykom, którzy twierdzą, że autor ma swój charakterystyczny styl. Trzeba naprawdę dłuższej chwili, żeby do tego stylu przywyknąć. Nie ukrywam, że wolę czytać polskich pisarzy, bo zawsze podczas lektury powieści zagranicznych autorów, mam wrażenie, że tłumaczenia są jakieś koślawe i pozbawione stylu. Wyjątkiem na pewno jest Harry Potter, ale wróćmy do recenzji „Apartamentu w Paryżu”. Nie jestem fanką Paryża, w ogóle mnie nie kręcą paryskie klimaty, dlatego opisy paryskich uliczek czy architektury tego miasta zawarte w powieści, które w zamierzeniu miały urzekać, mnie po prostu nudziły. Było tego o wiele za dużo. W ogóle mam wrażenie, że książka przeznaczona jest dla wąskiego i specyficznego grona czytelników, bo dość obszerne wstawki na temat malarstwa też nie każdemu muszą przypaść do gustu.

recenzja apartamentu w paryzu

Jednak historia Seana Lorenza, w którego mieszkaniu na skutek pomyłki schodzą się drogi Gasparda i Madeline, i którą para pasjonatów sztuki stopniowo odkrywa, ma w sobie coś, co przyciąga swoją tajemniczością na tyle, że za wszelką cenę chcemy poznać jej finał. Dzieje życia Lorenza to historia wielkiej miłości, ale też niewyobrażalnej tragedii. Główni bohaterowie stopniowo odkrywają kolejne karty tej historii, a śledztwo idzie im zadziwiająco gładko. Każdy trop powoli, bo powoli, ale posuwa cała akcję do przodu. Wraz z odkrywaniem kolejnym tajemnic Lorenza, autor stopniowo odkrywa też kolejne karty z przeszłości Madeline i Gasparda, dzięki czemu zaczynamy rozumieć motywy ich postępowania i nawet możemy zacząć czuć do nich cień sympatii. Choć oboje mają wiele irytujących cech. Madeline bywa niezdecydowana i jakaś taka „rozmemłana” (choć można to zrzucić na hormony), a Gaspard ze swoimi ciągotami do alkoholu i awersją do ludzi także nie jest postacią, z którą chcielibyśmy się zaprzyjaźnić . Podobał mi się jednak motyw przemiany Coutancesa, jaką bohater przeszedł podczas swojego pobytu w Paryżu pod ewidentnym wpływem Madeline i… Seana Lorenza. Kiedy akcja nabiera tempa to on jest bardziej zdeterminowany, by odkryć tajemnicę zaginionych dzieł wybitnego malarza, niż była policjantka.

Zakończenie ratuje całość

Najbardziej podobało mi się zakończenie całej historii. Rzadko zdarza mi się wzruszyć przy czytaniu, ale kiedy czytałam ostatnie strony powieści Musso, po policzkach płynęły mi łzy. Wybór przed jakim stanęli Gaspard i Madeline nie był łatwy. Scenariusze, jakie niosła realizacja każdego z nich były zupełnie odmienne i tak naprawdę do ostatniej chwili nie było wiadomo na co się zdecydują. Za to trzymanie w napięciu do ostatniej sceny oraz następujący po niej opis konsekwencji podjętej przez głównych bohaterów decyzji, powieść ta zyskała u mnie dodatkowe punkty.

Nie wiem czy zostanę fanką Musso. Nie jest łatwo trafić w mój gust czytelniczy, ale po przeczytaniu tej jednej książki, rozważam ofiarowanie pisarzowi kolejnej szansy. W bibliotece widziałam jeszcze kilka powieści autora, więc niewykluczone, że kiedyś po nie sięgnę, ale „Apartament w Paryżu” jest niezłą książką, którą polecam, zwłaszcza na długie jesienne wieczory. Tylko nie zniechęcajcie się wolno rozkręcającą się akcją i dajcie czas autorowi i bohaterom przez niego wykreowanym. Jak mawiał klasyk – „spokojnie, rozkręci się”. Polecam zwłaszcza artystycznym duszom, fanom malarstwa i Paryża.

Ogólna ocena 6/10

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o