Motyw na marzec: poszukiwania
Marzec jest dla mnie szczególnym miesiącem – kolejna wiosna w moim życiu jest nie tylko symboliczna, ale wręcz dosłowna. Zaczynam się już trochę gubić w ilości tych wiosen, a im bliżej daty moich urodzin, tym częściej myślę o… przemijaniu. Nikt z nas nie wie, ile czasu tutaj mamy, dlatego nie ma co godzić się na bylejakość. Robię, co mogę, żeby wrócić na drogę zdrowych nawyków i bardziej aktywnego stylu życia, tym bardziej, że doskonale pamiętam jak cudownie się wtedy czułam i fizycznie, i psychicznie. Tymczasem okazuje się, że to o wiele trudniejsze niż zakładałam. Już wiem, że to nie o silną wolę ani motywację chodzi. Żeby były efekty, konieczne jest, by zgrało się o wiele więcej zmiennych.
Przedwiosenne zmęczenie
Nie wiem czy to wiosenne przesilenie, czy jeszcze jakieś inne czynniki, ale czuję się bardzo zmęczona codzienną gonitwą, tym, że niemal wszystko robię w biegu, z kartką zapisaną kolejnymi punktami, żeby tylko o czymś nie zapomnieć. Można tak działać kilka tygodni, ale po pewnym czasie pojawia się coś na kształt wypalenia. Choćbym nie wiem jak się starała, nie jestem w stanie zmieścić w 24 godzinach wszystkiego, co chciałabym zrobić i nie zaniedbać przy tym żadnego istotnego obszaru mojego życia. Jeśli dodać do tego świadomość upływającego w zastraszającym tempie czasu, robi się już całkiem pesymistycznie. A może chodzi o to, żebym wreszcie zrozumiała, że nie da się mieć wszystkiego na raz i pora nauczyć się wreszcie odpuszczać bez obezwładniającego poczucia winy?
Wielokierunkowe poszukiwania
Motywem na marzec są poszukiwania. Można je interpretować dowolnie. Początkowo mając to słowo w głowie, nastawiałam się na drążenie pewnego tematu, który w ostatnich dniach mnie mocno zaintrygował, ale pojawiła się też myśl, żeby poszukać możliwości zyskania choć odrobiny czasu na kwestie, które są dla mnie ważne, a poszły w odstawkę (jak choćby pisanie tutaj). Te poszukiwania wytyczą drogę działaniom, które planuję wdrożyć w kolejnych miesiącach. W końcu teoretyczne przygotowanie też jest ważne. Zastanów się, czego Ty chciałabyś/chciałbyś poszukać. I skup się na kwestiach, które jako pierwsze przychodzą Ci do głowy. Bo to Ty najlepiej znasz odpowiedzi na wszystkie nurtujące Cię pytania.
Poszukiwania nadchodzącej wiosny
Nie omieszkam też poszukać oznak nadchodzącej wiosny. Niewiele rzeczy sprawia mi taką radość jak widok kołujących nad łąką bocianów, pierwsze nieśmiało wynurzające się z ziemi tulipanowe listki i grządka przygotowana pod uprawę warzyw. Zamierzam prawdziwie celebrować pierwsze wiosenne siewy, prace w ogrodzie i warzywniku. Tak bardzo chciałabym móc to robić niespiesznie, by delektować się chwilą, bez myślenia o kolejnych obowiązkach. Chcę nadać mojemu życiu kolorów, poprawić estetykę najbliższego otoczenia i częściej przebywać na świeżym powietrzu. Wierzę, że istnieje jakiś sposób, żeby tak właśnie było. Tylko muszę go odnaleźć.
Poszukiwania zaczynają się w głowie
Ostatnio bardzo często trafiam na filmy/książki i różnego rodzaju przekazy poruszające temat przemijania i śmierci. Skoro tak się dzieje, to musi być jakiś powód. Może chodzi o to, żeby wdrażać słynną maksymę księdza Kaczkowskiego, że trzeba żyć teraz, właśnie dziś, bo jest o wiele później niż nam się wydaje? Czy mam poczucie, że żyję pełnią życia? Aktualnie nie. To bardziej egzystencja, tryb przetrwania. A przecież jeszcze kilka lat temu było inaczej. Gdzieś zgubiłam po drodze tę odwagę, błysk w oku i zapał do działania. Czasem wracają, ale na krótko. Dlaczego tak się dzieje? To kolejny temat do przemyśleń. Nie lubię trybu życia od weekendu do weekendu, ale znów niestety wpadłam w taki właśnie rytm. A przecież każdy dzień jest cudem, jest wyjątkowy, tylko nieustanne uświadamianie sobie tej prawdy wiąże się z pewnym wysiłkiem… Pora zatem popracować nad moim nastawieniem. Wierzę, że wraz z nadejściem wiosny i większą ilością słońca, ta zmiana nastawienia przyjdzie niejako automatycznie.


