Motyw na styczeń: rutyna
Miało być więcej recenzji, miało być podsumowanie roku, tymczasem biłam się z myślami, czy kontynuować wątek z motywami przewodnimi na kolejne miesiące, czy w ogóle jeszcze chcę tutaj coś publikować… Coraz mniej mam ochotę uzewnętrzniać się w ten sposób, jednak z jakiegoś powodu lubię tu wracać. Widzę jak bardzo się zmieniłam przez ponad 5 lat prowadzenia tej strony i czasami tęsknię za tamtą Magdą z początków blogowania – za tamtym zapałem, determinacją, bezkompromisowością. Rozważałam powrót na Instagram, ale doszłam do wniosku, że wolę być tam raczej obserwatorką niż autorką. Daję sobie zatem jeszcze rok tutaj, jeszcze jeden rok. Zobaczę, gdzie przez ten czas zawędruję (a czuję, że ten rok może być przełomowy pod wieloma względami) i wtedy podejmę ostateczną decyzję co dalej z tym miejscem.
Zmiany, które dzieją się niezależnie do zmiany daty
Podsumowanie roku zrobiłam wyłącznie w swojej głowie. I śmiało mogę powiedzieć, że był to dobry, choć chwilami trudny rok. Przestałam liczyć treningi, przebiegnięte kilometry (tak naprawdę było tego wszystkiego żałośnie mało), rzadko kiedy nawet zwracałam uwagę na to, ile kroków wskazuje mój zegarek. Przestałam zapisywać, jakie nowe rośliny zakupiłam, ani o jakie okazy pomniejszyła się moja kolekcja. Prawda jest taka, że jak tak dalej pójdzie to do wiosny zostanę z regałem do połowy pustym, bo nie mam już siły na walkę z przędziorkiem i kiedy widzę go na kolejnych roślinach, po prostu lądują one w koszu… Szkoda mi czasu i energii na walkę z tym cholerstwem. Przetrwają najsilniejsi – w tym przypadku najbardziej odporne na tego szkodnika gatunki i tylko takie chcę mieć w swoim otoczeniu, bo walka ze szkodnikami roślin to nie jest coś, czym chcę sobie zaprzątać głowę.
Tylko TE statystyki
Jedyne statystyki jakie prowadzę, to te dotyczące książek, bo miłość do nich nie uległa zmianie. Kocham książki, notorycznie je czytam, kupuję i kolekcjonuję. I mam nadzieję, że wystarczy mi życia, żeby przeczytać wszystkie te, które posiadam. W 2024 roku zaczęłam też regularnie słuchać audiobooków i to był strzał w dziesiątkę. Dzięki temu mogę pochwalić się, że rok 2024 był naprawdę dobry, jeśli chodzi o liczbę przeczytanych książek, bo było ich aż 65! W zasadzie przeczytałam „tylko” 29 książek, ale jeśli doliczyć do tego 36 przesłuchanych audiobooków to daje już całkiem imponujący wynik. Jak widać mimo naprawdę nielicznych chwil „wolnych”, jeśli naprawdę się chce, znajdzie się czas na czytanie i to o wiele więcej niż statystyczny Polak. Cieszę się, że mimo zakończonych współprac, moje czytelnicze tempo nadal utrzymuje się na wysokim poziomie.
Odpoczywanie może… zmęczyć
Dobra, koniec tych podsumowań, bo przecież nie o tym miał być ten wpis. W tym dziwnym czasie pomiędzy Świętami a nowym rokiem, kiedy nie wie się, jaki jest dzień tygodnia, kiedy po bardzo trudnych poprzednich tygodniach, wypełnionych stresem i chorobami, pozwoliłam sobie na totalny chill, oglądanie filmów do 2 w nocy, spanie do 10, ogarnianie tylko absolutnego minimum w domu, poczułam w pewnym momencie, że… wystarczy. To było fajne na 2-3 dni, przy 5 stało się już męczące i z pewną ulgą wróciłam do pracy i codziennej rutyny. Uświadomiłam sobie dobitnie, że… ja lubię tę moją rutynę. Nawet do wstawania o 5 mogłam się przyzwyczaić. Może to jest właśnie tajemnica znalezienia czasu na czytanie – wstawanie wcześniej 😉 W listopadzie, przy dobrze zaplanowanym dniu i jasno określonych celach, wszystko działało jak w zegarku, a ja byłam po prostu szczęśliwa. Tym zwykłym, codziennym szczęściem. Lubię to moje codzienne odhaczanie zadań, nawyki, które sobie wypracowałam, które kiedyś były wyzwaniem, a teraz są po prostu częścią dnia.
Rutyna, którą lubię
Właśnie na tej codziennej rutynie chcę się skupić w tym miesiącu, wszak świąteczno-noworoczny czas, a wcześniej totalnie rozregulowany grudzień, sprawiły, że wypadłam z torów. Jest kilka nawyków, które chciałabym wpleść w tę rutynę, a początek roku może być dobrym czasem na wprowadzanie ich w życie. Lubię takie zorganizowane, z pozoru nudne życie, gdzie panuje względny porządek i jest czas na wszystko, co dla mnie ważne. Lubię to, jak się czuję, kiedy w wielu kwestiach lecę na autopilocie, bo tak przecież działają nawyki, a na koniec dnia kładę się spać z poczuciem, że zadbałam o wszystko, co istotne, że „ogarniam”.
***
PS: Dnia przybywa, a ja już zamówiłam nasionka do warzywnika i planuję, gdzie co wysieję. Ekscytacja ogrodniczymi tematami wzrasta u mnie proporcjonalnie do zbliżającej się wiosny. Kto wie, może kiedyś pojawią się tutaj jakieś ogrodnicze tematy…?


