aleksandra rak dziewczyna ze slonecznikiem
Regał

„Dziewczyna ze słonecznikiem” – recenzja

Halo, czy są tutaj jakieś jesieniary? Jeśli tak, to z pewnością pokochają one najnowszą książkę Aleksandry Rak „Dziewczyna ze słonecznikiem”. Mimo iż  tytuł i okładka są z gatunku tych zapalających mi lampkę alarmową w głowie, to już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron wiedziałam, że będzie to książka wyróżniająca się na tle innych kobiecych powieści. Choć z wydawnictwem Dragon współpracuję stosunkowo krótko, to muszę przyznać, że jeszcze żadna z wydanych pod jego szyldem książek mnie nie rozczarowała. Ta natomiast bardzo poztywnie mnie zaskoczyła.

Jesieniarskie klimaty

Dynie, kolorowe liście, aromatyczne herbatki z dodatkiem korzennych przypraw, kocyki, świeczki – tego wszystkiego w „Dziewczynie ze słonecznikiem” znajdziecie mnóstwo, a to dlatego, że główna bohaterka powieści, Łucja,  jest typową jesieniarą – całą sobą praktykuje tę najbardziej kolorową porę roku. I choć zazwyczaj drażnią mnie takie detale i ich opisy, to muszę przyznać, że tutaj miało to pełne uzasadnienie, a oprócz tego autorka wykreowała Łucję w taki sposób, że mimo iż wydaje się chodzącym ideałem, nie wywołuje u czytelnika irytacji, ale sympatię i to do tego stopnia, że z czasem zaczynamy się wczuwać w jej emocje i razem z nią przeżywamy sercowe rozterki. I choć miłosny trójkąt nie jest specjalnie oryginalnym wzorem, to autorka wybrnęła z niego mistrzowsko i… chyba najlepiej jak mogła. Kiedy przeczytałam ostatnie zdania powieści nie czułam ani niedosytu, ani rozczarowania, a uwierzcie mi, że rzadko się to zdarza.

Ich dwóch – ona jedna

Kacper i Bonifacy – najlepsi przyjaciele. Totalnie różni, ale nie tylko dlatego ta przyjaźń wydaje mi się trochę mało wiarygodna. Ten wątek to właściwie jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić w tej powieści. O ile uczucia rodzące się pomiędzy Łucją a Boniem, a później między Łucją i Kacprem są opisane w piękny i subtelny sposób, o tyle ten wątek męskiej przyjaźni trochę kuleje. Nie wiemy, co tak naprawdę połączyło przyjaciół, co stało się zaczątkiem, a co spoiwem przyjaźni, nie widać między chłopakami jakiejś szczególnej więzi. Gdyby nie pojawiła się zazdrość, ten wątek byłby już zupełnie pozbawiony wiarygodności. Łatwiej już uwierzyć w uczucie między Kacprem a Sabiną, które z biegiem czasu i z brakiem pielęgnacji mogło stopniowo wygasać.

Trudne rodzinne relacje

Gdybym miała w jednym zdaniu streścić o czym jest „Dziewczyna ze słonecznikiem”, to raczej nie określiłabym tej powieści mianem historii miłosnej. Mam poczucie, że na pierwszy plan wysuwają się tutaj relacje rodzinne. Z jednej strony mamy tu Łucję, która stawia pierwsze kroki na drodze samodzielnego życia, ale czasem wpada z wizytą do rodziców, by zdać relację z tego, co się u niej dzieje. Jednak rodzice w żaden sposób nie ingerują w jej wybory, nie próbują zmieniać, w pełni akceptują dziewczynę z jej wszelkimi dziwactwami. Z drugiej strony mamy Kacpra, którego z ojcem łączą toksyczne relacje. Na każdym kroku kontrolowany, krytykowany i niszczony psychicznie chłopak nie radzi sobie z rzeczywistością. Nie będę zdradzać, co było punktem zwrotnym w jego życiu, ale wreszcie postanawia uwolnić się spod wpływu ojca i wtedy zaczyna się dziać… Cały jego dotychczasowy świat wywraca się do góry nogami.

Dziewczyna z tatuażem

Motyw tatuażu, jaki nosi na ręce Łucja totalnie mnie urzekł. Historia tego, w jaki sposób obrazek ze słonecznikiem trafił na jej ramię jest tak nieprawdopodobna, iż jestem głęboko przekonana, że… napisało ją życie.

dziewczyna ze slonecznikiem recenzja

Lubię książki, które działają na zmysły. Jeśli autor odwołuje się wyłącznie do opisów tego, co możemy zobaczyć to dla mnie zbyt mało. W „Dziewczynie ze słonecznikiem” słychać szelest jesiennych liści, szum deszczu, czuć zapach farb i aromatycznych świec, przechodzi nas dreszcz, kiedy autorka opisuje pierwszy nieśmiały dotyk czy pocałunek bohaterów i robi nam się miło i błogo, gdy czytamy, że Łucja siada z książką i herbatką pod kocykiem. I o ile określenia „klimatyczna” używam zdecydowanie częściej w odniesieniu do kryminalnych historii, niż powieści obyczajowych, to muszę przyznać, że „Dziewczynie ze słonecznikiem” nie brakuje klimatu, a dla wszystkich jesieniar i miłośników najbardziej kolorowej pory roku będzie to prawdziwa uczta dla zmysłów. Ja mimo iż uważam się za umiarkowaną jesieniarę, jestem totalnie zauroczona tą książką – tak zawartą w niej historią, jak i całą jesienną otoczką. Polecam bardzo!

Moja ocena 8/10

***

Dziękuję wydawnictwu Dragon za możliwość przedpremierowej lektury „Dziewczyny ze słonecznikiem”.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze
0
Skomentujx