Żaneta Pawlik „Brzydcy ludzie”
Każdy, kto miał okazję zapoznać się z twórczością Żanety Pawlik, na pewno zauważył, że to autorka, która lubi sięgać po tematy mało popularne, obnażać mroczną stronę ludzkiej psychiki i wydobywać na światło dzienne kwestie, które większość osób chciałaby zamieść pod dywan. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku najnowszej powieści autorki o niezwykle intrygującym tytule „Brzydcy ludzie”. Pierwsze skrzypce gra tu historia Henryka, osiemdziesięciolatka, któremu wiek i wszelkie związane z nim niedogodności coraz mocniej dają się we znaki. Ale to nie wszystko – w tle mamy nieco pogmatwaną relację ojca z córką, papierowe małżeństwo, tajemnicę z przeszłości, samotne macierzyństwo i wątek Anieli (ten jakoś szczególnie mnie poruszył), która musi wybierać między własnym szczęściem a zadowoleniem reszty rodziny. Autorka stawia przed czytelnikiem mnóstwo znaków zapytania, pozwalając jednocześnie swoim bohaterom żyć i dokonywać własnych wyborów, co czasem wiąże się z niemałym dyskomfortem u czytającego. Myślę, że to całkiem trafne podsumowanie tego, co dzieje się w „Brzydkich ludziach” i mam nadzieję, że brzmi to dla Was na tyle zachęcająco, że sięgniecie po ten tytuł. Jestem przekonana, że nie będziecie rozczarowani.
Poetycko o prozie życia
Na książki Żanety Pawlik trafiłam w momencie, gdy była ona jeszcze początkującą pisarką i miała na swoim koncie zaledwie dwie powieści. Szybko nadrobiłam „zaległy” tytuł i od tamtej pory jestem na bieżąco z jej twórczością. „Brzydcy ludzie” to już piąta książka autorki i wyraźnie da się w niej zauważyć, że pani Pawlik coraz mocniej się rozkręca, jeśli chodzi o warstwę językową powieści. Poetyckie porównania, malowniczo opisane detale, wydobyte z mroku zwyczajności niuanse, które urastają do rangi kluczowych, a wszystko to wtrącone niby mimochodem, tak zręcznie wplecione w barwną fabułę powieści, niczym kolorowe wstążki w kwiecistym bukiecie. Lektura tej powieści, mimo trudnych tematów, jakich dotyka, była dzięki tym zabiegom prawdziwą przyjemnością. Delektowałam się tą książką, niespiesznie przewracając kolejne strony, co było o tyle znamienne, że z racji dojrzałego wieku głównego bohatera, gdzieś podskórnie przeczuwałam, jak ta powieść może się skończyć.
U kresu…
W poprzednim wpisie wspominałam Wam, że ostatnio często trafiam na książki poruszające tematykę odchodzenia i wszystkiego, co się z tym wiąże. Tuż przed „Brzydkimi ludźmi” skończyłam czytać „Johnny’ego”i ten motyw zbliżającego się kresu życia niezwykle mocno wybrzmiewa w obu tych powieściach. Stopniowa utrata sił i sprawności, czy to ze względu na wiek, czy na postępującą chorobę, sprawia, że człowiek staje się zależny od innych. W moim odczuciu to jedne z najgorszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić człowiekowi. Świadomość, że jesteśmy zależni od kogoś, albo że jesteśmy dla kogoś ciężarem musi być czymś koszmarnym.
Rozmyślając o przemijaniu
Żaneta Pawlik fantastycznie przedstawiła postać Henryka, który zdaje się funkcjonować zwyczajnie, jakby nie zauważając pewnych ograniczeń, jakie pojawiają się w jego życiu, a które związane są zarówno z wiekiem, jak i oczekiwaniami otoczenia. Kiedy myślę o starości, z pewnością mogłaby ona wyglądać właśnie tak, jak przedstawiła ją autorka „Brzydkich ludzi” – zapominamy o wstawionej na gazie zupie, bo wracamy pamięcią do przeszłości, odgrzebujemy wspomnienia, robimy rachunek sumienia z minionych lat. Mimo fizycznych ograniczeń, chcemy się czuć ważni i potrzebni, wciąż pragniemy wyręczać innych i mieć choćby cień złudzeń, że nadal możemy decydować o swoim losie.
Gwarancja dobrej lektury
„Brzydcy ludzie” to powieść poruszająca tak wiele tematów, dotyczących w gruncie rzeczy każdego z nas, że nie sposób wymienić ich wszystkich w tej recenzji. Brak w niej czarno-białych bohaterów, jest za to mnóstwo odcieni szarości – jak w życiu. I właśnie za tę „życiowość” niezwykle cenię książki Żanety Pawlik. I już nie mogę się doczekać kolejnej, bo jestem pewna, że znów się nie zawiodę. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie twórczości tej autorki, to zachęcam do nadrobienia tego niedopatrzenia, bo jestem pewna, że o tej pisarce jeszcze nie raz usłyszycie, a przecież warto znać dzieła nagradzanych pisarzy 🙂


