Lepiej być może

Magda Kardyś
cykl kolory zła
Regał

Małgorzata Oliwia Sobczak „Kolory zła” –recenzja

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po książki zupełnie nieznanych mi autorów, zwłaszcza jeśli chodzi o nasze polskie kryminalne podwórko. Tak było jakiś czas temu  np. w przypadku Krzysztofa Zajasa, którego kryminalna trylogia okazała się wciągającą wakacyjną lekturą. Natomiast cykl „Kolory zła” Małgorzaty Oliwii Sobczak dość często przewijał się wśród polecanych książek na obserwowanych przeze mnie profilach bookstagramerów, więc na próbę, nie mając wielkich oczekiwań, sięgnęłam po pierwszy tom tej serii, czyli „Czerwień”. Zaczęło się od mocnego akcentu, a potem akcja wcale nie zwalniała tempa.

Czerwień

Uwielbiam kryminalne historie, w których przeszłość przenika się z teraźniejszością. W przypadku „Czerwieni” dostajemy właśnie taką mieszankę. Dwie sprawy, które dzieli kilkanaście lat, dwie identycznie okaleczone ofiary, podejrzenie działania seryjnego mordercy, a w tle wątek przeszłości sędzi Heleny Boguckiej i jej córki (moim zdaniem najlepszy w całej książce). Jeśli dodamy do tego interesującą postać prowadzącego śledztwo prokuratora Leopolda Bilskiego oraz jego atrakcyjnej asystentki Anny Górskiej (od razu było wiadomo, że tu coś się wydarzy ;)) to otrzymamy wciągającą kryminalną historię z romansowymi wątkami, której akcja płynie wartko aż do momentu, kiedy autorka wyraźnie sugeruje, że osoba, która do tej pory zupełnie nie znajdowała się w kręgu podejrzeń, zaczyna się dziwnie zachowywać i wyrasta na głównego podejrzanego.

kolory zła czerwien

Trudno mi tu dokładnie opisywać, co mam na myśli, bo nie chcę robić spoilerów tym, którzy jeszcze nie czytali pierwszej części „Kolorów zła”, ale nagłe rzucenie podejrzenia na, do tej pory zupełnie neutralną postać, która nawet budziła sympatię u czytelnika, uważam za zabieg wysoce niestosowny. I to wcale nie dlatego, że inni autorzy też nie robią podobnych numerów. Owszem, robią. Po prostu w „Czerwieni” było to tak naciągane i pojawiło się tak nagle, że było dla mnie mało wiarygodne. I od tego momentu jakoś straciłam serce do tej książki. Doczytałam już bez większych emocji, przewidując, kto jeszcze okaże się umoczony w sprawę i jakie będzie zakończenie całej historii. Nie mniej jednak ¾ książki uważam za całkiem przyzwoity kawałek powieści kryminalnej, dlatego dałam szansę kolejnym tomom serii.

Czerń

Tu początkowo nastąpiło mocne rozczarowanie. „Czerń” zaczęłam czytać tuż po „Czerwieni”, kiedy jeszcze buzowała we mnie złość na autorkę, że w sprawę tajemniczych morderstw zamieszała zupełnie niepodejrzaną jak dla mnie postać. Więc kiedy okazało się, że kolejny tom serii rysuje się jako następny polski kryminał z wątkiem księży-pedofilów, po kilkudziesięciu stronach odłożyłam książkę i tak leżała sobie na regale dobrych kilka tygodni, zanim znów, z braku innych lektur, ponownie po nią sięgnęłam.

kolory zla czern

Mała, wiejska społeczność, lokalna władza i biznesmeni, których miejscowi darzą ogromnym szacunkiem, nieprzyjemne, spychane poza nawias sprawy z przeszłości, a w tle wątki religijne, samobójstwo dziecka i prokurator Bilski, którzy musi przebić się przez zmowę milczenia, by rozwiązać kryminalną zagadkę. Musicie przyznać, że sporo tu interesujących wątków. Kiedy pewne sprawy zaczęły się wyjaśniać, a inne coraz bardziej zaplątywać, „Czerń” wciągnęła mnie tak, że trudno ją było odłożyć. Największe wrażenie zrobiła na mnie wątek Julii Sarman, wokół postaci której autorka zbudowała całą fabułę.

Biel

Ostatnią część „Kolorów zła” pochłonęłam w dwa wieczory. „Biel” zdecydowanie była pozycją, która wciągnęła mnie najmocniej z całego cyklu. Tu najbardziej podobał mi się wątek prokuratora Bilskiego, który stara się rozwiązać zagadkę śmierci swojego ojca. Przeszłość seniora Bilskiego okazuje się dość burzliwa, a sprawa, którą prowadził tuż przed śmiercią, przypomina sprawę, nad rozwiązaniem której głowi się aktualnie jego syn. Krajobraz Trójmiasta końca lat 80. przenika się z tym współczesnym i choć minęło wiele lat, okazuje się, że ludzie, którzy u zmierzchu epoki PRL mieli władzę i wpływy, nadal te atrybuty posiadają.

kolory zla biel

Nie chcę tu oczywiście zbyt wiele zdradzać, ale w tej części „Kolorów zła” jako jedynej nie odczułam żadnych zgrzytów w fabule, wszystko było spójne, wiarygodne i momentami zaskakujące. Zgrabnie poprowadzony został także wątek miłosny Górskiej i Bilskiego, a co wielkie brawa dla autorki. Ta część fabuły u wielu polskich pisarzy bardzo kuleje. Jednak kobiety z większą fantazją potrafią podejść do tych kwestii.

Nadzieja polskiego kryminału?

Małgorzata Oliwia Sobczak w mojej ocenie jeszcze sporo może namieszać na polskiej scenie kryminalnej. Seria „Kolory zła” choć może nie zachwyca oryginalnością doboru poruszanych w książkach tematów, to na pewno nie można autorce zarzucić braku indywidualnego podejścia do tych oczytanych już mocno tematów. Niezła „Czerwień”, przyzwoita „Czerń” i całkiem dobra „Biel” wyraźnie zaznaczyły, że oto naszym rodzimym pisarzom wyrosła mocna konkurencja, która dopiero się rozkręca. A ponieważ wśród polskich autorek kryminałów moim zdaniem brak takiej, którą można by określić mianem topowej (Bonda i Puzyńska mnie nie przekonują), życzę Małgorzacie Oliwii Sobczak, by wraz z kolejnymi powieściami wdrapała się na nasz rodzimy kryminalny szczyt, bo bez wątpienia talentu nie można jej odmówić.

Moja ocena 7/10

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze

0
Skomentujx
()
x