Lepiej być może

Magda Kardyś
podsumowanie grudnia 2019
Lifestyle

Podsumowanie miesiąca – grudzień 2019

Grudzień zaczęłam pełna energii i nastawiona na realizowanie różnych celów, które chciałam koniecznie odhaczyć jeszcze przed końcem roku. I w sumie dobrze, że się tak stało i na początku miesiąca nadgoniłam niemal wszystko co sobie zaplanowałam, bo w okresie świąteczno-noworocznym miałam wrażenie, że ktoś nagle nacisnął przycisk STOP i wszystko znacząco zwolniło. Do tego stopnia, że ostatnie dni nowego roku podstępnie zmusiły mnie do głębszej refleksji nad wieloma sprawami, a jednocześnie pozwoliły odetchnąć i przemyśleć całe mnóstwo różnych kwestii. Nie siadam jednak z nowym kalendarzem i nie notuję kolejnych celów na 2020 rok. Bo z takich planów często niewiele wychodzi. Po prostu robię swoje i z podekscytowaniem czekam na to, co też ten nowy rok przyniesie.

Książkowy grudzień

Mimo wielu zajęć w grudniu udało mi się wygospodarować trochę czasu na czytanie. I chociaż jedną z grudniowych lektur męczyłam ponad dwa tygodnie, to ostatecznie na czytelniczym liczniku mam cztery książki, co zważywszy na objętość najokazalszej z nich (ponad 700 stron) uważam za nadspodziewanie dobry wynik. Wszystkie przeczytane przeze mnie w ubiegłym miesiącu książki uważam za warte omówienia, dlatego też spodziewajcie się niebawem osobnego wpisu podsumowującego mój czytelniczy grudzień.
A tak nawiasem to już się cieszyłam, że mój „stosik hańby” nieco się uszczuplił, ale na miejsce przeczytanych pozycji przybyło mi ponad drugie tyle nowych. Oczywiście to nie powód do zmartwień. Nie mniej jednak zastanawiam się, kiedy ja to wszystko przeczytam… A tak nawiasem – jedyne wyprzedaże, na jakie skusiłam się w tym sezonie to te książkowe.

Grudzień od kuchni

Podsumowując miniony rok uświadomiłam sobie, że praktycznie w ogóle nie piekę ciast. Nawet sprzeniewierzyłam się corocznej tradycji i nie upiekłam ciasta budyniowego z rabarbarem, którym zawsze witałam wiosnę. Ale ciasta jakoś nigdy nie były moją mocną stroną. Może dlatego, że po prostu nie przepadam za słodyczami. Na Święta też miałam temat ciast odpuścić, ale w przedświąteczną niedzielę postanowiłam nagle, że choć to ostatni dzwonek, to muszę upiec choć pierniczki. No bo co to za Święta bez pierniczków? Upiekłam więc trzy blachy pachnących cynamonem, pomarańczą i masłem orzechowym ciasteczek. Już w kilka godzin po upieczeniu po połowie z nich nie było śladu. Do Świąt zachowało się zaledwie kilkanaście sztuk.

pierniczki na swieta

W Sylwestra zrobiłam najlepsze w swoim dotychczasowym dorobku sushi, zamiast octu ryżowego do zaprawy dodając ocet jabłkowy. Kolejny raz potwierdziło się, że improwizowanie w kuchni, kiedy brakuje jakiegoś istotnego składnika do przyrządzenia dania, czasem prowadzi do niesamowitych kulinarnych odkryć. Podobnie było z sałatką, którą przyrządziłam ze składników pozostałych po produkcji sushi. I tak z ogórka, czerwonej papryki, szczypiorku, surimi i mango po dodaniu tortellini, kukurydzy, majonezu i jogurtu greckiego powstała pyszna, i co najważniejsze niezwykle szybka w przygotowaniu sałatka. No i nic się nie zmarnowało.  

sylwestrowe sushi

Trudny czas dla roślinek

Zaatakowany przez przędziorka bluszcz, mimo podjętych prób reanimacji, raczej nie przeżyje, choć daję mu jeszcze szansę. Trochę zdublowanych roślinek posłałam w świat. Dość okazałego wilczomlecza, który strzelał nasionkami na wszystkie strony i mocno mnie tym zirytował posłałam na balkon. Mam jeszcze jednego, a poza tym z tych wystrzelonych nasionek w sąsiednich doniczkach kiełkują mi kolejne wilczomlecze. Na półkach i parapetach zrobiło się nieco luźniej. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok epipremnum happy leaf, na które natknęłam się podczas poszukiwania łańcucha na choinkę. Ostatecznie łańcucha nie kupiłam, za to happy leaf zagościł w moim kwiatowym królestwie i mam nadzieję, że będzie rósł lepiej, niż szczepka, którą kupiłam na początku września,  a która zamiast rosnąć, stopniowo brązowiała i usychała, mimo regularnego podlewania, próśb i gróźb, jakie w jej stronę kierowałam.

Refleksyjnie

I jeszcze parę luźnych przemyśleń, które może kogoś zainspirują do działania w nowym roku. Ja zawsze w styczniu mam dużo energii i niesamowitą motywację do działania. Po końcoworocznym resecie ruszam z nowymi siłami i postaram się w tym nowym roku jak najlepiej wykorzystać każdą minutę i jeszcze mocniej doceniać to, co mam.

mielec jarmark swiateczny

#1

Trochę przeraża mnie prędkość, z jaką upływa czas. Im jestem starsza, tym mocniej odnoszę wrażenie, że z każdym rokiem czas przyspiesza. Doskonale pamiętam styczeń ubiegłego roku, który zaczął się niezbyt przyjemnie, ale tym samym zmotywował mnie do większego zadbania o siebie, swoje zdrowie i dobre samopoczucie. To właśnie wtedy wymyśliłam nazwę tego bloga i postanowiłam, że nie będę dłużej czekać i zacznę w końcu budować swoje miejsce w sieci. Co prawda od decyzji do realizacji upłynęło dobrych kilka miesięcy, ale jestem dumna, że od A do Z wszystko zrobiłam sama. Mam wrażenie, że to było nie blisko rok, ale zaledwie parę tygodni temu.

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. Jeśli czegoś chcemy, nie wolno nam bezczynnie czekać. Nawet jeśli do swojego celu idziemy małymi kroczkami, ba, nawet jeśli się do niego czołgamy, mając wrażenie, że jest poza naszym zasięgiem, warto działać. Czas i tak upłynie, a my będziemy sobie pluć w brodę, że znów odkładamy swoje marzenia na bliżej nieokreśloną przyszłość.

#2

Róbmy zdjęcia. W czasach, kiedy każdy ma w telefonie, czyli niemal zawsze pod ręką, lepszy bądź gorszy aparat, łapmy w kadrach codzienne, ulotne chwile. Fotografujmy jak najwięcej, by zatrzymać choć odrobinę tego uciekającego czasu. Zdjęcia są cudowną pamiątką i dokumentacją nawet z pozoru zwykłej codzienności. Niewykluczone, że po latach ze wzruszeniem wrócimy do wspominania zatrzymanych w kadrze czasów, które wydawały nam się takie zwyczajne, a po czasie okazują się bezcenne.

#3

Macie tam czasem, że coś was ciągnie w jakieś miejsce, że macie poczucie, że musicie nagle coś zmienić, wyjechać, zacząć od nowa, choć tak naprawdę nie ma ku temu racjonalnych przesłanek, bo tu gdzie jesteście jest wam całkiem dobrze i spokojnie? No to powiem wam, że warto ryzykować. Warto słuchać głosu serca i choć czasem macie wrażenie, że codzienność rzuca wam nieustannie kłody pod nogi, to intuicja zazwyczaj nie zawodzi. Życie pisze tak niesamowite scenariusze, że nawet najlepszym filmowcom trudno byłoby podobne wymyślić. Bo nawet jeśli jest nam dobrze, to pamiętajmy, że zawsze lepiej być może.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x