Lepiej być może

Magda Kardyś
malecki rdza recenzja
Regał

Czytelnicze podsumowanie #1

Zgodnie z obietnicą wrzucam tu recenzje przeczytanych przeze mnie w ubiegłym miesiącu książek. Trochę się tego nazbierało, a żeby się nie rozdrabniać, wszystkie grudniowe lektury postanowiłam zebrać i podsumować w jednym wpisie. Jak widać zainteresowania mam dość rozległe – bo mamy tu i literaturę piękną i coś na kształt kryminalnej historii i poradnik. Dominują oczywiście polscy autorzy, bo nie ukrywam, że jakoś bardziej mi po drodze z polską literaturą, niż z powieściami zagranicznych autorów. Są książki lepsze i gorsze, ale każda z tu wymienionych jest warta uwagi.

„Rdza” Jakub Małecki

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Małeckiego, ale po tym, jakie wrażenie zrobiła na mnie „Rdza”, z pewnością sięgnę po kolejne książki tego autora. Jakaś niespotykana wrażliwość, bijąca z kolejnych stron książki, sprawiała, że trudno mi było uwierzyć, iż jest to książka napisana przez mężczyznę. Sposób kreacji bohaterów i opisywanie świata mają w sobie mocny kobiecy pierwiastek. „Rdzę” przeczytałam w jeden dzień. Historia opowiedziana na kartach tej powieści jest na tyle uniwersalna, że powinna trafić do każdego czytelnika, niezależnie od wieku. Rzadko zdarza się by w książkach opowiedziane były losy bohaterów od chwili narodzin, aż do schyłku życia. Tymczasem Małecki snuje swoją opowieść przeplatając losy babci i wnuka, opowiedziane w różnych perspektywach czasowych, używając przy tym prostego, jednak trafiającego w samo serce języka. Cała ta niesamowita historia okraszona jest delikatnym elementem magicznym, który tylko dodaje całej powieści uroku. To książka, która chwyta za serce, pokazując, że można mówić o sprawach trudnych językiem prostym. I właśnie w tej prostocie wyrażania myśli tkwi siła tej niezwykłej książki. Naprawdę warto po nią sięgnąć, zwłaszcza w długie zimowe wieczory.

Ogólna ocena 8/10

„Miłość leczy rany” Katarzyna Bonda

Po przeczytaniu „Czerwonego pająka” obiecałam sobie, że prędko po kolejną powieść Katarzyny Bondy nie sięgnę, ale kiedy zobaczyłam tę nowość na bibliotecznej półce, nie mogłam się powstrzymać. Sam tytuł powieści – „Miłość leczy rany” jest dla mnie okropnie pretensjonalny i tak naprawdę nijak się ma do historii opisanej na ponad siedmiuset stronach najnowszego dzieła samozwańczej królowej polskiego kryminału.

milosc leczy rany recenzja

Mam z Katarzyną Bondą wielki problem. Jej pierwsze książki bardzo mi się podobały, zarówno pod względem językowym, jak i opowiedzianych na ich kartach historii. Tymczasem im dalej, tym gorzej. Niby Bonda chwali się wnikliwym researchem przeprowadzanym podczas pracy nad swoimi książkami, ale tak naprawdę ilość nic niewnoszących do akcji niuansów, jakimi przepełniona jest jej najnowsza powieść, po krótkim czasie zaczyna nużyć, a nawet irytować. Owszem, fajnie, że autorka chce wprowadzić nas w kulturę kazachską, opisuje obrzędy, jedzenie, a nawet zwyczaje koczownicze dawnych plemion, ale trochę tego za dużo. „Miłość leczy rany” jest zdecydowanie przegadana. Gdyby wyciągnąć z książki jej esencję, można by zawrzeć ją na dwustu pięćdziesięciu stronach, a nie w trzy razy większej objętości. Pierwsze trzysta stron mnie okropnie zmęczyło, potem albo po prostu przyzwyczaiłam się już do tych flaków z olejem, albo było odrobinę lepiej, bo jakoś dobrnęłam do końca. Zajęło mi to blisko trzy tygodnie i raczej nie było warte poświęconego na tę lekturę czasu. Nie mam też pojęcia jak będą wyglądać kolejne tomy serii, bo nagle po rozwleczonej akcji mamy duży przeskok w czasie i pozytywne zakończenie całej historii. Nie mniej jednak nie polecam tej książki, no chyba, że macie bardzo dużo wolnego czasu i lubicie klimaty Kazachstanu. Jedyne co mi się podobało i zatrzymało mnie przy tej książce, to wprowadzone przez autorkę elementy nadprzyrodzone, związane z wierzeniami Kazachów. Za to mały plusik. Reszta tak jak już mówiłam jest zdecydowanie przegadana, a ilość bohaterów przyprawia o zawrót głowy.

Ogólna ocena 4/10

„Gdzie rosną pieniądze” Joanna Dymmel

Od czasu do czasu lubię sobie przeczytać jakiś poradnik. A jeśli autorka takowego obiecuje nam, że nagle zaczniemy dostrzegać pieniądze tam, gdzie dotychczas ich nie widzieliśmy, tym bardziej poczułam się zachęcona do czytania. „Gdzie rosną pieniądze” to poradnik, który otwiera oczy na wiele kwestii, głównie związanych z niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy i podpowiada, gdzie poszukać oszczędności i na czym można zarobić.

gzie rosna pieniadze recenzja

Autorka podkreśla często, że jej porady są dość uniwersalne, jednak niestety niewiele znam osób, które mają w swoich mieszkaniach zabytkową porcelanę po babci, czy tak popularne teraz meble z lat 60. i 70., o których autorka wielokrotnie wspomina i których spieniężenie jest zdaniem autorki najlepszym biznesem. Sama lubię takie meblarskie retro klimaty, ale czytając „Gdzie rosną pieniądze” czasami było mi po prostu smutno, że takie perełki są poza moim zasięgiem. A wgłębienie się w temat na tyle, by na targach staroci wyszukiwać małe dzieła sztuki i umieć je odróżniać od pospolitych produktów, wymaga sporych nakładów czasu. Samo wyszukiwanie okazji to też spora czasowa inwestycja. Więc nie poczułam po lekturze tego poradnika, że nagle obudziła się we mnie żyłka handlowca i porzucę swoje zajęcia dla podróżowania po kraju i wyszukiwania antyków na lokalnych targach. Nie mniej jednak opisane w poradniku sposoby znalezienia dodatkowych pieniędzy są dość różnorodne i mogą być inspiracją dla tych, którzy nagle potrzebują dodatkowej gotówki. Spodobało mi się także podejście autorki do kwestii pieniędzy i zarabiania jako takiego, jej historia opisana na kartach książki i życiowa zaradność. To rzeczywiście może inspirować.

Ogólna ocena 6/10

„Był sobie pies 2” W. Bruce Cameron

To druga część historii o psie, który powraca w kolejnych wcieleniach, by wypełniać swoją psią misję. Po śmierci Ethana okazuje się, że nowym celem psa staje się opieka nad jego wnuczką. Oczywiście nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza, że na drodze staje matka dziewczynki, która nie toleruje czworonogów w swoim domu. Pierwszą część „Był sobie pies” przeczytałam tuż po obejrzeniu w kinie ekranizacji tejże książki. I był to jeden z tych filmów, na których polało się sporo łez. Książka jakoś odrobinę mniej mnie wzruszyła. Jestem psiarą. Pies jest dla mnie członkiem rodziny, a śmierć mojego najwierniejszego psiego przyjaciela, który był ze mną przez ponad 17 lat i towarzyszył mi w wielu ważnych chwilach, była jednym z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Dlatego ilekroć czytam o przykładach psiego oddania, o przyjaźni między psem a człowiekiem, a w końcu o tym jak nasi futrzani przyjaciele odchodzą z tego świata, zawsze mam łzy w oczach. Czytając „Był sobie pies 2”, płakałam „tylko” dwa razy. Ale jestem pewna, że ilość łez, jakie wylejecie podczas lektury czy to pierwszej, czy drugiej części, zależy od tego, jakie macie doświadczenia z psami, i w ilu opisanych w tych książkach historiach będziecie mogli zobaczyć samych siebie, bądź też psy, z którymi los skrzyżował wasze drogi.

byl sobie pies 2

„Był sobie pies 2” to nie jest literatura wysokich lotów. To książka pisana z perspektywy psa, językiem prostym, ale momentami całkiem zabawnym. To lektura idealna np. na okres świąteczny (ja właśnie w Święta sobie tę książkę podczytywałam). Jeśli lubicie psy, to ta historia powinna wam się spodobać, niezależnie od tego czy macie lat piętnaście, czy pięć razy tyle. A jeśli macie wśród znajomych wielbicieli psiego gatunku, to jest to książka wprost idealna na prezent  dla nich.

Ogólna ocena 6/10

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x