anna niemczynow slowa wdziecznosci
Regał

 Anna H. Niemczynow „Słowa wdzięczności”

Anna H. Niemczynow na fali powodzenia jej poprzedniej książki „Ciche cuda” i popularności książek poruszających temat praktykowania wdzięczności, zaskakująco szybko powróciła z nową publikacją, która początkowo miała być reedycją wydanej kilka lat temu pozycji „Sto dni wdzięczności”, a finalnie autorka określa jej treść jako napisaną praktycznie na nowo. O ile „Ciche cuda” miały w sobie mocny osobisty pierwiastek, pokazały zupełnie nową twarz pani Niemczynow, rzuciły nieco inne światło na wszystkie jej dotychczas napisane powieści, o tyle mam trochę obaw, że idąc w ten styl i tę tematykę, pani Ania niebezpiecznie skręca w stronę, w którą jakiś czas temu poszła inna jej koleżanka po piórze – Agnieszka Maciąg, a której kolejne książki od jakiegoś czasu są do siebie łudząco podobne i ma się wrażenie, że czytamy non stop tę samą treść, napisaną nieco odmiennymi słowami.

Wdzięczna od lat

Ponieważ temat praktykowania wdzięczności jest mi szczególnie bliski od dobrych kilku lat, najnowsza książka autorki „Cichych cudów” w zasadzie nie zaskoczyła mnie niczym nowym. Piszę te słowa siedząc przy moim wymarzonym białym biurku, delektując się smakiem i aromatem kawy zrobionej przez mojego męża, w otoczeniu moich ulubionych domowych roślin, a w tle słyszę odgłosy dziecięcych śpiewów i dobrej zabawy. Jestem wypełniona wdzięcznością od pięt po czubek głowy. Ale potrafię też znaleźć wiele powodów do wdzięczności, kiedy wstaję o 5.30, tydzień dopiero się rozpoczyna, a w perspektywie mam 9 godzin za biurkiem. To wszystko kwestia nastawienia, ukierunkowania naszych myśli i przyjętej perspektywy. I o tym właśnie jest ta książka. Nawet dałam wam tu próbkę stylu, w jakim jest pisana. Poczytacie tam bowiem o wspaniałym związku autorki, jej cudownych dzieciach, wymarzonym domu i zawrotnej karierze. Czy taki ton zachęca do praktykowania wdzięczności? Mam wrażenie, że jakoś nieszczególnie…

Książka czy notatnik?

Podobnie jak autorka „Słów wdzięczności” należę do tej grupy ludzi, która woli się szczerzyć, wierząc, że tym uśmiechem może komuś poprawić humor, dodać otuchy. Ale każdego dnia przekonuję się o tym, że negatywne nastawienie i zamartwianie się na zapas do niczego nie prowadzą. Kiedy skupiasz się na tym, co dobre i wyrażasz wdzięczność nawet za najdrobniejsze rzeczy, ciche cuda stają się twoją codziennością. Jednak filozofię tę mogę zawrzeć na kilku stronach, w paru zdaniach, a rozkładanie tego na 400 stron, z czego blisko połowa to miejsce na notatki czytelnika, jest dla mnie trochę nietrafionym pomysłem. Nie należę do osób piszących po książkach i ręka mocno zadrżałaby mi, gdybym miała tam postawić choćby jedną literę. Może w innym formacie – jakimś notatniku, skusiłabym się na zapisywanie swoich codziennych wdzięczności, ale w tak wydanej książce wydaje mi się to czymś niewłaściwym.

Moralizatorsko i powtarzalnie

Jeśli jeszcze nie znacie potęgi wdzięczności, nie doświadczyliście jej niezwykłej mocy, ta książka może być dla was pewnego rodzaju drogowskazem, wyznaczającym kierunek, w jakim warto podążać. Jednak momentami możecie też poczuć się nieco przytłoczeni, czy nawet lekko zirytowani. Niepostrzeżenie Anna H. Niemczynow przechodzi bowiem od lekkich sugestii dotyczących praktykowania wdzięczności do moralizatorskich tonów, uderzając o narrację wszechwiedzącej. Im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym częściej miałam wrażenie, że coraz więcej tam o samej autorce, podającej jedyne słuszne rozwiązania pewnych kwestii i stawiającej siebie jako wzór postępowania, a coraz mniej o samej wdzięczności.

Wdzięczność, która potrafi zmęczyć

Rozumiem ideę powstania tej książki, zamysł pokazania jak największej ilości przykładów z codziennego życia, potwierdzających tezę, że warto tę codzienną wdzięczność praktykować. W moim odczuciu można by jednak tę książkę bardziej dopracować, nieco zmniejszyć jej objętość i skondensować treść. Być może dla kogoś, kto nigdy wdzięczności nie praktykował ta publikacja będzie objawieniem. Dla mnie momentami sprawiała wrażenie pisanej nieco na siłę. Autorka zapowiada, że na fali popularności „Cichych cudów” planuje kolejne publikacje w podobnym tonie. Odważę się wyrazić obawę czy to aby na pewno dobry trop. A żeby nie wyjść na czepialską zrzędę dodam, że sama praktykuję „dziękczynne przebieżki” i zapisywanie rzeczy, za które jestem wdzięczna. Dobrze znaleźć swój sposób na życie wypełnione wdzięcznością i nauczenie się dziękowania za wszystko, co niby takie oczywiste.

*współpraca recenzencka z Wydawnictwem Luna

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze
0
Skomentujx