laprus slowianskie boginie ziol
Regał

Joanna Laprus „Słowiańskie boginie ziół” – recenzja

Ten rok obfituje w książki ze słowiańskimi wątkami. Jedne są bardziej udane, inne odrobinę mniej, ale wydać pod koniec roku książkę, która przebija wszystko, co się do tej pory ukazało w danym temacie, to po prostu mistrzostwo świata. A Wydawnictwu Świat Książki i Joannie Laprus się to udało. „Słowiańskie boginie ziół” to nie tylko przepiękna okładka, ale też dopracowane pod każdym względem wnętrze. Opisy prawdawnych wierzeń i rytuałów z użyciem świętych roślin oraz przepiękne ilustracje, a zwłaszcza niezwykłe wizerunki bogiń, które są dziełem jasielskiej artystki Marty Jamróg tworzą magiczny klimat, który sprawia, że czytanie tej publikacji jest prawdziwą przyjemnością.

Stereotypom precz

Zanim „Słowiańskie boginie ziół” trafiły w moje ręce, zastanawiałam się, jak też autorka ugryzie temat. Czy będzie to zielnik z odrobiną słowiańskiej mitologii, czy może jakaś wariacja na temat roślin darzonych specjalną czcią przez naszych praprzodków z historyjkami o słowiańskich boginiach w tle? Okazało się, że ani jedno, ani drugie. Joanna Laprus zaskoczyła mnie już od pierwszych zdań. Bo przyznajcie sami, czy po przeczytanie wyznania, że autorką książki o słowiańskich boginiach ziół jest dziewczyna, która wychowała się w mieście, nie włącza się w głowie stereotypowe myślenie: „co ona zatem może wiedzieć o ziołach?” Przyznaję, że zaświtała mi w głowie taka myśl, jednak kolejne zdania skutecznie ją zmiotły.

boginie ziol

Czytając wspomnienia autorki, przed oczami stawały mi bardzo już niewyraźne, zamazane przez upływ czasu sceny z mojego dzieciństwa, kiedy chodziłam z babcią po łąkach, zachwycona tym, że potrafi ona nazwać każdą roślinkę, jaką spotykałyśmy na swojej drodze, suszące się pod sufitem zioła i przesycone magią babcine opowieści. Po takim wstępie byłam jeszcze bardziej zaciekawiona, o czym tak naprawdę będzie ta książka.

Dziewanna, Mokosz i Marzanna

Joanna Laprus podzieliła swoją w książkę bardzo przejrzysty i czytelny sposób. Najpierw mamy charakterystykę poszczególnych bogiń, czyli Dziewanny, Mokoszy i Marzanny oraz całe mnóstwo ciekawostek na ich temat, a następnie krótkie opisy ziół poświęconych poszczególnym boginiom. Ostatnia część zwiera receptury magiczne z użyciem poszczególnych ziół. Nie sposób też nie wspomnieć o obszernej bibliografii. W „Słowiańskich boginiach ziół” znajdziemy bowiem całe mnóstwo przypisów i odwołań do różnorodnych opracowań,  na podstawie których powstała ta książka. Widać, że autorka poświęciła mnóstwo czasu na reserach i jest prawdziwą ekspertką w dziedzinie znajomości ziół i ich roli w życiu dawnych Słowian. A musicie wiedzieć, że zastosowanie poszczególnych wymienionych w książce roślin w wielu przypadkach może zaskakiwać. „Czytając „Słowiańskie boginie ziół” oczyma wyobraźni widziałam jak przed wschodem słońca wynoszę moje chore dziecko pod krzak róży i nie oglądając się za siebie wracam do domu. Słowianie wierzyli, że takie postępowanie powodowało szybkie zdrowienie dziecka. Niezły patent, prawda? A takich smaczków jest w tej książce dużo, dużo więcej.

slowianskie boginie ziol joanna laprus

Nie tylko dla wielbicieli słowiańskiej mitologii

Nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że „Słowiańskie boginie ziół” to książka niezwykła. Urzekła mnie od pierwszych zdań, ba, nawet od pierwszego spojrzenia na okładkę. Joanna Laprus z niezwykłą gracją wciąga czytelnika w pełen magii świat słowiańskich wierzeń i robi to tak niepostrzeżenie, że nagle uświadamiasz sobie, że jest 2 w nocy, a Ty z wypiekami na twarzy czytasz o ochronnych właściwościach macierzanki i wcale nie masz ochoty przestać. Nawet jeśli nie zaliczacie się do fanów słowiańskich wierzeń i nie potraficie odróżnić jarzębiny od kaliny, to jestem pewna, że lektura tej książki i tak będzie dla Was przyjemna i zaskakująca. Wydawało mi się, że wiem już sporo na temat tego, jak wiele dawnych słowiańskich świąt i symboli zostało wchłoniętych przez chrześcijaństwo, ale dzięki tej książce, dowiedziałam się o tych zagadnieniach jeszcze więcej, więc nawet patrząc pod kątem antropologiczno kulturowym jest to książka warta polecenia.

Do źródeł

Wracając jeszcze do tematu bibliografii, muszę przyznać, że w tego typu książkach studiuję je nie mniej wnikliwie niż pozostałą treść. Moja książkowa wishlista zdaje się nie mieć końca, bo po przeczytaniu książki Joanny Laprus wzbogaciła się o kolejnych kilka tytułów. Gdyby nie „Słowiańskie boginie ziół” być może nigdy bym na te książki nie trafiła, a dotykają one tematów, kóre żywo mnie interesują.

dziewanna marzanna mokosz

Gdybym miała przyporządkować „Słowiańskie boginie ziół” do jednej, określonej kategorii, byłoby to niezwykle trudne zadanie. Bo to książka łącząca w sobie różne różne formy i przebogatą treść. Jest o boginiach, jest o ziołach, ale oprócz tego dostajemy taką dawkę dodatkowej wiedzy z zakresy kultury i religii dawnych Słowian, iż określenie tej książki jedynie mianem zielnika byłoby grubym niedomówieniem. Jeśli nie macie jeszcze dla kogoś bliskiego gwiazdkowego prezentu to biegusiem do księgarni po „Słowiańskie boginie ziół”.

Moja ocena 10/10

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki z egzemplarz recenzencki. Bardzo doceniam to, że dostrzegliście moje zamiłowanie do słowiańszczyzny.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze
0
Skomentujx