Lepiej być może

Magda Kardyś
magda stachula odnaleziona
Regał

Magda Stachula „Odnaleziona” – recenzja

Odnaleziona” jest kontynuacją historii Leny, którą czytelnik miał okazję poznać w książce „Oszukana”. Po dramatycznych wydarzeniach, które stały się jej udziałem, dziewczyna ucieka do Danii, gdzie szybko znajduje pracę jako opiekunka starszej kobiety. Podobnie jak w pierwszej części, tak również i tutaj, bardzo szybko okazuje się, że Lena przestaje być anonimowa, a z pozoru idealna kryjówka przestaje być bezpiecznym schronieniem. I nagle wszyscy zaczynają szukać Leny i mieć prawdziwą obsesję na jej punkcie. I o ile w „Oszukanej” jakoś dało się na to przymknąć oko, o tyle w „Odnalezionej” robi się to już męczące dla czytelnika. No bo kimże jest ta Lena, że tak wszyscy się nią interesują? Według mnie jako bohaterka jest trochę nijaka i irytująca, a jej ciągłe uciekanie przed wszystkimi i wszystkim, zaczyna być niezrozumiałe.

Bohaterowie z zaburzeniami

„Oszukana” wciągała niemal od pierwszych stron. W „Odnalezionej” brakowało mi tego klimatu. Mimo iż pierwszą część serii czytałam stosunkowo niedawno, nie pamiętałam o wszystkich szczegółach, jakie się tam pojawiały, a autorka często do nich nawiązuje. Stachula prowadzi narrację w sposób, do jakiego już przyzwyczaiła swoich czytelników, jednak czegoś w „Odnalezionej” zabrakło. Nie ma już tego mrocznego, niepokojącego klimatu, który był charakterystyczny dla autorki. Mamy za to szereg bohaterów przejawiających mniejsze bądź większe zaburzenia osobowości. Począwszy od Leny, która zamiast stanąć twarzą w twarz ze swoją przeszłością, nieustannie ucieka, poprzez Nikodema, który leczy się psychiatrycznie i jest uzależniony od własnej matki, aż do Emila, który spotyka się z dziewczyną i buduje z nią relacje, nieustannie myśląc o Lenie. Zresztą dziewczyna Emila też okazuje się niezłą wariatką, chorą z zazdrości. Matka Nikodema również ma swoje za uszami, a postać dyrektor Szmidy do złudzenia przypomina mi lekarkę z „Idealnej”, gotową posunąć się do ostateczności, by tylko zrealizować swój cel. I wszyscy ci bohaterowie mają obsesję na punkcie Leny. Trudno mi pojąć dlaczego.

Rozwleczona fabuła

W „Oszukanej” przeszłość miesza się z teraźniejszością. W „Odnalezionej” akcja toczy się w przeciągu zaledwie kilkunastu dni. Czasem przeskakując o kilka dni do przodu, by za chwilę wrócić do minionych zdarzeń, przedstawionych z perspektywy innego bohatera. Jednak, kiedy już zorientowałam się, że Anna to nie dziewczyna Emila, jak początkowo myślałam, a dyrektorka Instytutu Polskiego w Kopenhadze, cała historia stała się dla mnie jakoś mniej mroczna i nie tak porywająca, jak w pierwszym tomie serii. Owszem, Stachula świetnie pisze. Dynamiczna narracja, prowadzona w pierwszej osobie, sprawia, że książkę bardzo szybko się czyta, ale czegoś w „Odnalezionej” mi zabrakło. Nie było momentu, żeby historia mnie wciągnęła na tyle, że trudno byłoby mi odłożyć książkę. Jednym słowem – czytałam lepsze kryminały. A może to kwestia pory roku? Inaczej czyta się kryminał w deszczowy, listopadowy wieczór, a inaczej w środku upalnego lata.

Otwarte zakończenie

Mam wrażenie, że „Odnaleziona” nie ma punktu kulminacyjnego, że wszystkie wydarzenia w niej zaprezentowane są mniej więcej na podobnym poziomie emocjonalności. Owszem, chwilami jest bardziej tajemniczo, ale trudno mi było pozbyć się przekonania, że autorce trochę zabrakło pomysłu na kolejną, trzymającą w napięciu intrygę. Bo tajemnica dyrektor Anny  Szmidy owszem była interesująca, ale czy z logicznego punktu widzenia była na tyle mocna, iż rzeczywiście determinowała działania bohaterki? Akurat w jej przypadku mniemam, iż związek przeszłości z teraźniejszością nie był aż tak dojmujący, by wytłumaczyć działania podejmowane przez Annę. A Lena znów uciekła. Czy przeprowadzka z deszczowej Kopenhagi do słonecznego miasta nie zepsuje kryminalnego klimatu w kolejnej części (bo zakładam, że takowa powstanie)? Z chęcią się przekonam, bo mimo iż ta powieść była w mojej ocenie nieco słabsza, niż te, które dotychczas wyszły spod pióra pisarki, to wciąż uważam, że Magda Stachula ma dar opowiadania historii z dreszczykiem i nie bez powodu jest określana jako mistrzyni domestic noir w Polsce.

Moja ocena 5/10

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Feeedback
Zobacz wszystkie komentarze

0
Skomentujx
()
x