Nie-znajomi?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile czasu musi upłynąć zanim przestaniemy kogoś znać? I mam tu na myśli „przestajemy znać” rozumiane dwojako. Raz, że po prostu z czasem traci się kontakt z jakąś osobą i potem zazwyczaj rozbija się na kolejne dwie opcje:

a) minęło 5 lat i głupio tak nagle z dnia na dzień się odezwać

b) z jakiegoś powodu nie chcesz kontynuować znajomości celowo

A dwa, że przez upływ czasu i brak kontaktu, osoba, z którą kiedyś byliście w jakiejś bliższej relacji zmieniła się tak bardzo, iż macie wrażenie, że to kompletnie inny człowiek, niż ten, z którym np. chodziliście do szkoły 5, 10 czy 15 lat temu.

Znajomości z konieczności

Szkolni znajomi to w ogóle inna kategoria znajomości. Ci z podstawówki i gimnazjum to w gruncie rzeczy były takie znajomości z konieczności, bo znaliście się z podwórka, wychowywaliście w tej samej miejscowości czy dzielnicy. A że trafiliście do tej samej klasy – nie było innego wyboru. Owszem, czasem tak właśnie rodzą się przyjaźnie na całe życie, ale czasem zdarza się wręcz przeciwnie.

W liceum było już ciut bardziej różnorodnie jeśli chodzi o wybór znajomych. Na studiach w końcu mieliście wokół siebie ludzi, którzy, przynajmniej w teorii, mieli zbliżone do was zainteresowania, co wcale nie znaczy, że było łatwiej nawiązać z nimi kontakt.

Dopiero w trakcie pisania tego tekstu zdaję sobie sprawę jak szerokiego tematu dotknęłam. Wszak pamiętam, że czytałam jakieś psychologiczne wywody, że najsilniejsze przyjaźnie to te zawierane we wczesnym dzieciństwie. Z kolei im jesteśmy starsi, tym trudniej nam się otworzyć na bliższą relację. Czytałam też świadectwa wielu osób, które dopiero na studiach odżyły, mogąc wyrwać się ze społeczności, gdzie wciąż żywa była mentalność rodem ze średniowiecza. Więc pewnie i w tym przypadku, tak jak i w nieskończenie wielu innych może paść fundamentalne „to zależy”.

o znajomościach

Znajomi z social media

Żyjemy w czasach, gdzie media społecznościowe mam wrażenie zaczynają przejmować kontrolę nad tymi prawdziwymi relacjami. Bo co z tego, że na Facebooku masz 1500 znajomych, kiedy tak naprawdę większość nawet dobrze cię nie kojarzy. Nawet jak masz 100 znajomych, a większość z nich to ludzie, z którymi nie rozmawiałeś od lat, trudno nazwać te relacje znajomością. Czy wrzucając jakiekolwiek zdjęcie na Facebooka zastanawiasz się, do kogo ono dotrze? Na pewno znasz tych wszystkich „znajomych” i chcesz, żeby oglądali kawałek twojego prywatnego życia?

Fajnie jest to sklasyfikowane na Instagramie. Tutaj nie masz znajomych, ale followersów, czy inaczej obserwatorów. I choć „Insta” także jest zaliczane do mediów społecznościowych, to ręka w górę, kogo bardziej interesują profile aktorów, blogerów, czy zupełnie obcych ludzi, niż osób, które rzeczywiście znacie, a wrzucają na IG zdjęcia dwa razy w roku i najczęściej są to słabej jakości selfie, albo zdjęcia dzieci. Lubimy oglądać ładne obrazki, więc tych znajomych obserwujemy raczej „z poczucia obowiązku”, niż z rzeczywistej chęci.

Znajome historie?

Marzenka, z którą znasz się z podstawówki mijała cię wczoraj na ulicy, a kiedy rzuciłaś w jej stronę „cześć” popatrzyła na ciebie obojętnym wzrokiem i poszła dalej bez słowa.

Halinka, z którą ostatnio gadałaś pod koniec studiów, napisała do ciebie na hangout’cie, bo potrzebuje pomocy przy projekcie logo i czy nie zrobisz tego „po znajomości”.

Dorota, znajoma z liceum spotkała cię dwa dni temu na zakupach w galerii i mimo, że nie utrzymujecie kontaktu od 15 lat, nie przeszkadzało jej to w wypytywaniu cię o męża, dzieci, pracę, zarobki i mieszkanie. Bo przecież „się znacie”.

Wpadłaś w klubie na kumpla z podstawówki (ledwie go poznałaś, bo przecież przez 20 lat można się zmienić), umawiacie się na kawę. Na spotkaniu okazuje się, że poza obgadywaniem ludzi z byłej klasy i słuchaniem o sukcesach kolegi w branży budowlanej (nie masz pojęcia o czym on opowiada) nie macie sobie nic do powiedzenia.

Koleżanka, z którą byłeś naście lat temu na kolonii w górach otworzyła własny sklep i szuka pracownika. Trochę ci głupio aplikować, ale akurat niedawno straciłeś pracę i przeraża cię widmo pustej lodówki, więc decydujesz się iść na rozmowę. Okazuje się, że mimo upływu lat nieźle się dogadujecie, a ty masz wszelkie zadatki na pracownika idealnego. Dostajesz tę robotę. Tylko dręczy cię pytanie – czy po znajomości?

Spotykasz się ze swoją przyjaciółką z liceum raz albo dwa razy w roku, bo mieszkacie w innych krajach, ale zawsze kiedy się spotykacie nie możecie się nagadać i macie wrażenie, jakby czas i odległość dla was nie istniały.

Widzisz, że koleżanka ze studiów wrzuciła niedawno na facebooka zdjęcie z rodziną – ma dwójkę uroczych dzieciaków, na zdjęciu wszyscy są szczęśliwi i uśmiechnięci. Masz ochotę do niej napisać, pogratulować, zapytać co u niej, ale nie odzywałaś się do niej od 5 lat, więc jakoś tak głupio. I nie piszesz.

Któraś z tych historii brzmi znajomo?

rozmyte znajomości

Niewygodne pytania

Kiedy zaczyna się ten etap, że kogoś przestajemy znać? Kiedy jest ta umowna granica, liczona zapewne w latach, po której już nie powinno pytać się o niektóre sprawy? Kiedy usuwasz kogoś ze znajomych w mediach społecznościowych, to znaczy, że mijając go na ulicy nie rzucisz nawet słowa na powitanie?

Jak to jest, że nawet kilkadziesiąt lat po zakończeniu szkoły niektóre znajomości zawarte w tamtych czasach nadal mają się nieźle? Jak to jest, że czasem wolisz poprosić o pomoc zupełnie obcą osobę, mimo iż wiesz, że twój znajomy mógłby pomóc ci rozwiązać trapiący cię problem bez żadnego wysiłku? Jak to jest, że widząc kiedyś bliską ci osobę przechodzisz nagle na drugą stronę ulicy albo udajesz, że nerwowo szukasz czegoś w telefonie?

Wiecie co? Nie ma dobrej odpowiedzi na żadne z tych pytań. I nawet nie próbuję ich szukać. Bo każdy ma na nie swoją odpowiedź.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o