Lepiej być może

Magda Kardyś
o polnocy w czarnobylu recenzja
Regał

„O północy w Czarnobylu” – recenzja

Tę książkę czytałam dość długo. Prawie dwa tygodnie. Ale to nie było takie czytanie-męczenie, jakie przeżywam właśnie z najnowszą powieścią Katarzyny Bondy (nawiasem mówiąc nie wiem czy przez nią przebrnę). „O północy w Czarnobylu” Adama Higginbothama to książka, która niesie ze sobą taki ogrom informacji, że dobrze je sobie odpowiednio dawkować. Poza tym objętościowo to też sporych rozmiarów publikacja – sama bibliografia ma blisko 100 stron. Książka wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu jak najlepszy thriller, mimo iż wiemy jaki będzie finał całej historii.

Interesowałam się Czarnobylem, zanim to było modne

O katastrofie w Czarnobylu słyszałam już jako dziecko. Wiedziałam, że był wybuch w elektrowni, że skutki tej katastrofy ludzie będą odczuwać jeszcze długo, dorośli tłumaczyli mi, że stąd tyle chorób, nowotworów itd. Ale tak naprawdę temat zainteresował mnie mocniej, kiedy gdzieś w okolicach 20 rocznicy wybuchu, zobaczyłam na jakimś Discovery czy innym tego typu kanale film dokumentalny, pokazujący okolice elektrowni dwie dekady po katastrofie i opowiadający o tym tragicznym w skutkach wydarzeniu. Nie mam pojęcia jaki był tytuł tego filmu, szczegółów też za wiele nie pamiętam. W pamięci wyrył mi się za to obraz wymarłego miasta, porzuconych rzeczy, cisza, pustka i dużo zieleni, jaka opanowała wyludnioną Prypeć. I zamarzyło mi się, żeby kiedyś tam pojechać i na własne oczy zobaczyć to wszystko. Potem czytałam różne reportaże z tego miejsca, przejrzałam setki zdjęć, ale książek o Czarnobylu jakoś nie mogłam się doszukać. Pierwszą i do niedawna jedyną, po jaką sięgnęłam była słynna „Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksijewicz. Książka – petarda. Książka, do której na pewno nie raz wrócę i która długo śniła mi się po nocach. Książka, która puszczona w obieg krąży po mojej rodzinie i sąsiadach, a każdy jest poruszony tym, co ta publikacja w sobie zawiera.

Boom na Czarnobyl

Dopiero w 2019 roku, dzięki świetnemu serialowi „Czarnobyl” zrealizowanemu przez HBO więcej osób zainteresowało się tą budzącą dreszcz grozy historią i tylko w tym roku na rynku wydawniczym pojawiło się kilka książek dotyczących wydarzeń z 1986 i konsekwencji, jakie ze sobą przyniosły. Jestem jednak dość ostrożna i trochę wybredna w wyborze lektur, po jakie sięgam. Szkoda mi czasu na badziew, dlatego zanim kupię jakąś książkę, zazwyczaj szukam informacji na jej temat, nie tylko tych podanych przez wydawcę. Tu jednak już sama notka wydawnicza mnie „kupiła” i niedługo po premierze „O północy w Czarnobylu” już zagościło na moim regale. I nie żałuję ani złotówki, bo to naprawdę dobra książka. Trudno mi sklasyfikować jaki to gatunek literacki. Mamy tu trochę reportażu, trochę naukowych faktów, ale całość jest napisana tak przystępnym i barwnym językiem, że czyta się to jak dobrą powieść. I tak jak wspomniałam wcześniej – nie wiem co ta historia ma w sobie, ale tak w serialu, jak i w książce, mimo iż wiemy, co się wydarzy, cały czas towarzyszy nam napięcie i poczucie grozy, jak podczas lektury dobrej powieści kryminalnej.

czarnobyl ksiazka

Już na samym wstępie Adam Higginbotham przedstawia osoby dramatu, czyli wszystkie postaci, jakie pojawiają się na kartach książki, i jakie odegrały swoje mniejsze lub większe role w czarnobylskiej historii. Jest to bardzo przydatne, bo bohaterów tej historii jest wielu i nietrudno się pogubić w gąszczu nazwisk. Już prolog buduje napięcie, gdy czytelnik dostaje pierwsze informacje o przekroczonym dawkach promieniowania w okolicach elektrowni, jeszcze przed feralną nocą 26 kwietnia. Następnie mamy dość szczegółowo opisaną historię budowy pierwszej elektrowni atomowej na Ukrainie i wszelkie przeciwności, z jakimi musiał zmierzyć się późniejszy dyrektor tego przybytku – Wiktor Briuchanow, obarczony odpowiedzialnością za realizację i powodzenie całego projektu. Kolejny rozdział nieco hamuje napięcie i wprowadza w świat atomu, promieniowania i prób z bronią jądrową, jakie na swoim koncie miały Stany Zjednoczone i ZSRR. Jest też sporo informacji o awariach, jakie pojawiały się w elektrowniach atomowych po obu stronach żelaznej kurtyny. A im dalej zagłębiamy się w lekturę, tym jest ciekawiej.

Historia kompletna

„O północy w Czarnobylu” może nie jest, jak głosi podtytuł tej książki „nieznaną prawdą o największej nuklearnej katastrofie”, ale na pewno jest dziełem, które rzuca nowe światło na wiele faktów i przedstawia bohaterów całego dramatu (nawet tych negatywnych) w możliwie jak najbardziej obiektywnym świetle, pokazując ich ludzką stronę. To historia kompletna, opisująca zarówno techniczne aspekty katastrofy, jak i dramaty poszczególnych jednostek, przedstawiająca tło polityczno-społeczne i skutki, jakie przyniosły skandaliczne zaniedbania w czasie budowy reaktorów i próba tuszowania awarii, a następnie nieudolne starania opanowania żywiołu, który wymknął się spod kontroli. W czasie lektury widać ogrom pracy, jaką autor włożył w dotarcie do źródeł i zebranie tak bogatego i zróżnicowanego materiał. Urzekł mnie zwłaszcza opis Prypeci – elitarnego atomgradu – miasta zbudowanego w bardzo szybkim tempie, ale wyróżniającego się swoistym prestiżem i dostępem do dóbr kultury i luksusowych produktów, które mieszkańcy tej osady mieli na wyciągnięcie ręki. Polecam tę książkę, zwłaszcza, jeśli jesteście zainteresowani tematem. Jest tak przystępnie napisana, że nawet rozszczepienie atomu i schemat działania elektrowni atomowych przestają być niezrozumiałymi dla przeciętnego czytelnika kwestiami.

Ogólna ocena 9/10

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x