Podsumowanie miesiąca – czerwiec 2020

Gdybym miała jednym słowem określić, jaki był ten czerwiec, zdecydowanie wybrałabym słowo pechowy. Praktycznie co tydzień wychodziły jakieś cuda, które wymagały wizyty w urzędach, a także niekończących się telefonów. Przykład takiej sytuacji opisałam w tym tekście. Ale było to tylko preludium do tego, co jeszcze nadejść miało, a o czym nawet nie chcę wspominać. W każdym razie wszystko jakoś udało się rozwiązać, choć sytuacje bywały tak absurdalne, że nawet Bareja by tego nie wymyślił. Na to nałożył się mój kiepski nastrój i ogólnie niezbyt szałowe samopoczucie i zdecydowanie tego czerwca nie będę wspominać z rozrzewnieniem. Oczywiście kurczowo będę trzymać się plusów, bo przecież zawsze lepiej być może. A każda trudna sytuacja czegoś uczy i potem jeszcze bardziej docenia się zwykłe szare dni spędzone między przewijakiem a fotelem do karmienia.

czarny bez kwiaty

Lećmy z tymi plusami

Przypomniałam sobie, jak wielką frajdą jest wyjście na zakupy. Nawet konieczność noszenia maseczki, czego szczerze nie cierpię, jakoś tak nie uwierała. W tym miejscu pozdrawiam wszystkie świeżo upieczone mamy, bo tylko one wiedzą jakie to uczucie. Z tej okazji upolowałam też dwie roślinki w zawrotnej cenie 4,19 zł każda – na pamiątkę tego wielkiego wyjścia. Omijam za to sieciówkowe wyprzedaże, bo widząc kilometrowe kolejki do przymierzalni, a potem do kasy, przypominam sobie o tym, jak bardzo szanuję teraz swój czas (i o tym, że wieszaki łamią mi się pod ciężarem posiadanych ubrań też się czasem zająknie mój głos rozsądku). Żadna szmatka nie jest warta tego, żeby poświęcić jej zakupowi godzinę swojego życia.

Najdłuższe dni w roku

Znów mam okazję regularnie oglądać wschody słońca i choć początkowo trudno było  mi się do tego przyzwyczaić, to teraz nauczyłam się na nowo tym cieszyć. Naprawdę, kiedy nie możemy czegoś zmienić, nie mamy na coś wpływu, pozostaje nam tylko zmiana myślenia. Zamiast się więc denerwować, cieszę się chwilą, bo wiem… że to tylko chwila. To minie, a ja za jakiś czas będę za tym tęsknić.

łąka maków

Jest coś magicznego w tych najdłuższych dniach roku. Nie ma się co dziwić naszym przodkom, że Noc Kupały była dla nich wyjątkowym świętem. Aż chce się biegać boso po trawie i poczuć jak słowiańska nimfa. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy i nie mam nawet jak posiedzieć wieczorem na balkonie. Ale na wszystko przyjdzie czas. Póki co wizualizuję sobie w głowie te spokojne wieczory na tarasie w blasku zachodzącego słońca i rześkie poranki rozpoczęte spacerem po rosie. I nie narzekam, bo jak do tej pory nader często udaje mi się wypić rano gorącą kawę.

Czytelniczy come back

Po raz kolejny przekonuję się, że jak się chce, to zawsze znajdzie się czas. I dotyczy to wszystkiego, nie tylko czytania książek. Ja akurat najbardziej tęskniłam za czytaniem, więc czytam kiedy tylko mogę. Czasem jest to kilka stron, 10 minut, czasem kilka akapitów, ale karmię moją duszę literkami. Marzeniem było dla mnie przeczytanie jednej książki w miesiącu, tymczasem w czerwcu już dwie za mną i trzecia mocno napoczęta. Właśnie podąża ku mnie przesyłka z najnowszym Miłoszewskim i już nie mogę się doczekać, kiedy zatopię się w lekturze.

koszyczek truskawek

Wybory prezydenckie

Lubię oglądać debaty przed wyborami prezydenckimi. W tym roku debata była nudna, nijaka i prawie ją przespałam. Za to wieczór wyborczy podniósł mi ciśnienie. Nie chodzi już o sam rozkład głosów, ale bardziej o to, co kandydaci na prezydenta mówili i jak się zachowywali po ogłoszeniu wyników. Nie jestem ekspertem od mowy ciała, ale to jak się zachowywał Trzaskowski i ludzie za jego plecami, a także to co mówił, sprawiły, że miałam ochotę pobiec do łazienki i zwrócić chwilę wcześniej spożytą kolację. Pewność siebie, jaka od niego biła, pogarda wobec rywali i te pajace skaczące za jego plecami – dorośli ludzie, zachowujący się jak banda trzecioklasistów na szkolnej wycieczce, kiedy ogłasza się godzinę wolnego czasu… W jednej sekundzie zrobiło mi się mega przykro, że jeszcze przynajmniej przez kilka lat nadal w naszym kraju będziemy głosować nie za kimś, ale przeciwko komuś – jeśli wybór wciąż będzie tylko między PiSem a Platformą. Smutne, bo mimo szczerych chęci naprawdę nie ma na kogo głosować… Dlatego znów odcinam się mediów, co w ostatnim czasie przychodzi mi wyjątkowo łatwo i skupiam się na tym, co tu i teraz, bo jak mawiała poetka:

Żaden dzień się nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy…
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x