Lepiej być może

Magda Kardyś
kwestia ceny recenzja
Regał

Zygmunt Miłoszewski „Kwestia ceny” – recenzja

Na nową książkę Zygmunta Miłoszewskiego czekałam jak na Boże Narodzenie. Zanim ją przeczytałam, obejrzałam kilka spotkań autorskich online i kilka wywiadów z pisarzem, a to tylko zaostrzyło mi apetyt na lekturę. Tak się szczęśliwie złożyło, że akurat skończyłam czytać inną książkę w dniu, kiedy w moje ręce wreszcie trafiła przesyłka z „Kwestią ceny”, więc w teorii od razu mogłam zabrać się za czytanie. Ale jak wiadomo rodzicielskie plany często mocno rozmijają się z rzeczywistością. Tak też było w moim przypadku. Dlatego lojalnie ostrzegam – jeśli jesteś rodzicem małych dzieci, które wymagają jeszcze sporo uwagi, lepiej czytanie nowego Miłoszewskiego odłóż na godziny wieczorne, kiedy twoje pociechy już smacznie śpią. Wtedy ryzykujesz tylko nieprzespaną noc. W przeciwnym zaś wypadku albo twoje dzieci będą błąkać się zaniedbane i głodne, albo co chwilę będą ci przerywać lekturę i tym samym doprowadzać cię na skraj załamania nerwowego. Bo „Kwestia ceny” to książka, od której trudno się oderwać i która wymaga pewnego skupienia przy czytaniu, inaczej łatwo zgubić wszelkie „smaczki”, którymi autor hojnie raczy czytelników.

Miłość od pierwszego Szackiego

Książki Zygmunta Miłoszewskiego, a właściwie jego styl pisania, pokochałam już od pierwszych stron „Uwikłania”. Seria o prokuratorze Szackim od lat niezmiennie jest w moim TOP 3 ulubionych książek. „Bezcenny”, którego kontynuacją jest „Kwestia ceny”, trochę mniej przypadł mi do gustu, ale to pewnie z tego względu, że czytałam go niedługo po trylogii z Szackim, więc czułam pewien niedosyt (choćby dlatego, że brak w tej książce Teodora). Kto czytał tę serię, ten na pewno zrozumie co mam na myśli. Najnowsza powieść Miłoszewskiego to nie kryminał i nie thriller. Jeśli ktoś tego właśnie szuka, to lektura go rozczaruje. Ja po obejrzeniu kilku wspomnianych już  spotkań autorskich (choć taki plus tego zamętu z koronawirusem, że spotkania promocyjne autorów trafiły do sieci) wiedziałam mniej więcej, jakiego rodzaju literatury się spodziewać, a i tak podczas czytania czułam coś, co można określić jako przyjemne zaskoczenie.

Kwestia ceny i dzieci natury

W „Kwestii ceny” Miłoszewski po raz kolejny udowadnia, że jest znakomitym obserwatorem rzeczywistości i swoje spostrzeżenia w niezwykle zgrabny sposób potrafi przenieść na karty powieści. W najnowszej książce autor porusza wiele szeroko dyskutowanych w mediach kwestii, wśród nich grożąca nam ekologiczna katastrofa, efekt cieplarniany, rosnąca potęga koncernów farmaceutycznych czy weganizm. W nieco prześmiewczy sposób patrzy też na kwestie naszej tożsamości narodowej, nie stroniąc przy tym od żartów z innych nacji. Mam wrażenie, że autor „Kwestii ceny” dość mocno podkreśla także związek człowieka z naturą, o którym w XXI wieku wiele osób zdaje się zapominać. Osoby bardziej zainteresowane tematem zapewne wiedzą, że Miłoszewski dość długo wahał się, jaki tytuł nadać swojej najnowszej powieści i właśnie „Dzieci Natury” był jedną z wiodących propozycji. Ostatecznie wybór padł na „Kwestię ceny” i moim zdaniem właśnie ten tytuł najlepiej odzwierciedla dylematy, przed jakimi stają bohaterowie powieści.

Trudno się oderwać od tej Literatury

Tuż przed najnowszą książką Zygmunta Miłoszewskiego czytałam kolejną część „Stacji Jagodno” Karoliny Wilczyńskiej. Och, jakiż to był przeskok! „Życie jak malowane” można bez straty wątku czytać jednym okiem obserwując grasującego w piaskownicy trzylatka, jednocześnie układając w głowie menu na kolejny tydzień. Na „Kwestii ceny” trzeba się skupić, bo mimo dość lekkiego, przygodowego charakteru całej powieści to Literatura. Wertując kolejne strony i coraz bardziej wnikając w świat Zofii Lorentz i Bogdana Smugi, nie miałam wątpliwości, że każde zdanie w tej książce jest przemyślane i nie ma tu, jakże typowych dla wielu popularnych powieści, rozwleczonych na pół strony „zapchajdziur”, które nic nie wnoszą do treści książki. Choć w „Kwestii ceny” pojawia się wielu bohaterów, każdy z nich ma do odegrania swoją rolę i żaden nie jest wprowadzany do powieści tylko po to, by niepotrzebnie zajmować miejsce na kolejnych kartach, jak ma to miejsce, np. u popularnej polskiej autorki, której książkę recenzowałam w tym wpisie.

Wakacyjny must have

„Kwestia ceny” zgodnie z tym, co autor zapowiadał, to książka przygodowa, której akcja wciąga tak, że naprawdę trudno się od niej oderwać. Zaczynasz lekturę wieczorem i nagle orientujesz się, że jest środek nocy, ale kusi cię, żeby przeczytać jeszcze jeden rozdział. To książka idealna na wakacje. Jeśli planujesz leniwy urlop na leżaku, to „Kwestię ceny” warto mieć w takim przypadku pod ręką. I tak naprawdę nie ma znaczenia, czy wcześniej czytałeś „Bezcennego” – Zofia Lorentz to bohaterka, którą polubisz, nawet nie znając jej wcześniejszych przygód. Zaginione prace badacza syberyjskich plemion, statek widmo pływający na międzynarodowych wodach, tajemnicze bakterie, które mogą wpłynąć na losy ludzkości oraz szaleniec planujący… ogólnoświatową epidemię. Wszystkie te motywy zgrabnie łączą się w całość, prowadząc do zakończenia, które – jak to u Miłoszewskiego – nie jest wcale takie oczywiste. Naprawdę przyjemnie się czyta „Kwestię ceny”, polecam, Magda Kardyś 😉

Ogólna ocena 7,5/10

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Grzesiek

Po przeczytaniu recenzji jeszcze bardziej zaostrzył mi się apetyt na tę książkę. Już się nie mogę doczekać, kiedy ją przeczytam;)

Monika

Po pierwsze: nie zgadzam się że książka jest świetna, świetny był „Bezcenny” a „Kwestia ceny” to rozczarowanie; po drugie jeśli Miłoszewski to Literatura to czym jest Dostojewski, Mann lub Marquez…

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x