Lepiej być może

Magda Kardyś
pelnia zycia recenzja
Regał

Agnieszka Maciąg „Pełnia życia” – recenzja

Książki Agnieszki Maciąg odkryłam stosunkowo niedawno i perspektywa tego, że mam jeszcze tyle pięknych i inspirujących lektur przed sobą sprawia, że zupełnie nie martwię się o to, co będę czytać w długie jesienne i zimowe wieczory. „Pełnia życia” to druga z książek byłej modelki, po którą sięgnęłam, zaraz po genialnych „Słowach mocy”. I o ile „Słowa mocy” mnie zachwyciły, o tyle „Pełnia życia”… zachwyciła mnie jeszcze bardziej. Nie wierzyłam, że może być lepiej. A jednak! To książka przepełniona jakimś niezwykłym ładunkiem energetycznym. Jest motywująca, inspirująca i jednocześnie przepełniona takim ciepłem. W trakcie lektury niejednokrotnie miałam wrażenie, że słucham opowieści swojej przyjaciółki. Podobnie jak „Słowa mocy”, „Pełnia życia” to książka, którą trzeba sobie dawkować. Bo energia płynąca z jej stron jest tak silna, że istnieje ryzyko przedawkowania. Zdecydowanie lepiej się tym delektować – czytając niespiesznie po jednym – dwóch rozdziałach dziennie. Tak, żeby mieć czas na przemyślenie, „przetrawienie” tego, czym autorka dzieli się na kolejnych kartach tej wspaniałej książki.

Estetyczna uczta

Agnieszka Maciąg przywiązuje dużą wagę do estetyki swoich książek. Każda z nich to prawdziwa uczta dla oka. Okładka, opatrzona piękną fotografią i złotymi literami, przyciąga wzrok i jest zapowiedzią, że ta książka jest na swój sposób niezwykła i wyjątkowa. W środku znajdziemy przepiękne fotografie, czasem pokazujące zwykłe przedmioty, ale za każdym razem w niezwykły sposób.

Ta książka to rodzaj autobiografii, w której Agnieszka Maciąg dzieli się historią swojej przemiany i inspiruje, do tego, by również szukać swojej ścieżki, by móc żyć tytułową pełnią życia. Magia poranków, praktykowanie wdzięczności, umiejętność dostrzegania tego, że wszystko jest w życiu „po coś” – to wszystko wielu z nas dostrzega dopiero wraz z upływem kolejnych lat. Tymczasem dzięki lekturze „Pełni życia” przypominamy sobie zarówno o tych kwestiach, jak i poznajemy wiele nowych, którym zdecydowanie warto się przyjrzeć i przetestować je na własnej skórze, by nasze życie stawało się jeszcze bardziej świadome i pełne.

Dla kogo „Pełnia życia”?

Zdaję sobie sprawę, że ta książka nie każdemu może przypaść do gustu. Bo to rodzaj lektury, po jaką sięgać warto w specyficznych momentach życia. Jestem pewna, że gdybym tego typu książkę czytała 10 lat temu, zupełnie by do mnie nie trafiła. Dużo tu odwołań do wiary, mistycyzmu, duchowości. Nie każdemu i nie na każdym etapie życia tego typu treści przypadną do gustu. Trzeba pewnej samoświadomości, dojrzałości, zbudowania dobrej relacji z samym sobą, by ta książka była pomocą w dalszym rozwoju, a nie powodem frustracji.

Doskonale pamiętam jeszcze czasy, gdzie moim głównym zajęciem było narzekanie i snucie czarnych scenariuszy dotyczących przyszłości. Gdybym wtedy trafiła na tę książkę, pewnie szybko rzuciłabym ją w kąt, zirytowana tym, momentami wręcz przesadnym optymizmem, wylewających się spomiędzy jej stron. Bo to książka, która w szczególny sposób trafi do osób, które na co dzień czują się szczęśliwe i spełnione, a tylko czasem w trudniejszych chwilach, potrzebują kilku optymistycznych słów, przypomnienia o tym, co tak naprawdę jest w życiu istotne, złapania nieco innej perspektywy. Z kolei tych, którzy naprawdę stoją na życiowym zakręcie, a ich przyszłość rysuje się w ciemnych barwach, „Pełnia życia” raczej zirytuje, niż ukoi. Dla mnie na tym etapie życia, na którym tę książkę czytałam, a była to sama końcówka ciąży, była to lektura niosąca spokój, ukojenie i przekonanie, że wszystko jest dokładnie takie, jakie ma być.

Ogólna ocena 10/10

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x